Są pobici, nie ma winnych. Derbowe śledztwo umorzone!
11.03.2010
, aktualizacja: 11.03.2010 17:39
Podczas derbów policjanci wyprowadzili kibiców Stali poza stadion. Tam użyli pałek i gazu. Pobici donieśli o tym prokuraturze. Ta śledztwo umorzyła, bo uznała, że prawa nie złamano. - Winni muszą zostać ukarani. Nie dam sprawy zamieść pod dywan - komentuje prezes Władysław Komarnicki.
ZOBACZ TAKŻE
- Nie ma kary za derby. Stal się odwołała. W imieniu Stali i... Falubazu (27-04-10, 17:17)
- Były pierwsze kółka żużlowców przy Śląskiej (23-03-10, 10:10)
- Piłkarze ręczni w drodze do załatwienia wszystkich formalności (12-03-10, 13:38)
- Czy prezes Komarnicki przeprosi Falubaz? (26-02-10, 18:05)
- Do Zielonej Góry kibice Stali nie pojadą. I nie można się odwołać! (21-12-09, 19:04)
- Ciąg dalszy lubuskich derbów nastąpi. W sądzie (03-11-09, 18:16)
- Echa derbów: Kibice zawiadomili prokuratora (15-10-09, 19:26)
- Derby: Komendancie! nic się nie stało? (23-09-09, 18:51)
- Komarnicki: Kto pobił kibiców na parkingu? (17-09-09, 17:40)
- Derby okiem policji - komunikat komendanta (16-09-09, 12:46)
- Komarnicki oskarża policję (zobacz filmy) (10-09-09, 08:20)
- Komarnicki i Dowhan o zadymie na derbach (02-09-09, 08:15)
- Derby: petardą, butelką, gazem, pałką (zobacz wideo) (31-08-09, 20:47)
- Policja: Było zagrożenie życia, a od gazu nie ma rannych (31-08-09, 20:43)
- Stalowcy w Chorwacji, a Nicki już wygrywa (16-03-10, 11:17)
Mecz derbowy odbył się pod koniec sierpnia ub. r. na zielonogórskim stadionie. Gdy kilku chuliganów wniosło do sektora gości bomby domowej produkcji zastępca miejskiego komendanta Mirosław Zienkowicz, który dowodził policjantami, nakazał wyprowadzić wszystkich fanów Stali poza stadion. Policjanci użyli gazu łzawiącego, a także pałek. Kilka osób musiało skorzystać z pomocy ambulatoryjnej w szpitalu.
Zdaniem kibiców i prezesa Stali Gorzów, policjanci przekroczyli swoje uprawnienia. Zachowali się wobec kibiców zbyt brutalnie. Dlatego ponad 30 poturbowanych kibiców powiadomiło prokuraturę o policyjnej napaści. - I nie chodziło im o to, że zostali wyprowadzeni ze stadionu, a o to co działo się po wyjściu z niego - tłumaczy Zenon Prawucki, mecenas Stali.
Bo według relacji kibiców do najgorszych scen miało dojść po wyprowadzeniu na ul. Wrocławską. Tam fanów otoczyli policjanci z tarczami, blokującymi przejście. Potem padł rozkaz wydany przez radiotelefon: "pałować". Policjanci mieli pobić również dzieci i kobiety, w tym kobietę z widoczną ciążą. W "klatce dla gości" siedział każdy, kto zakupił bilet w przedsprzedaży w Gorzowie. Policjanci użyli gazu łzawiącego. O tym, jak zwijali się z bólu gorzowscy kibice, można było zobaczyć na filmach, które fani wrzucali do internetu.
Kibice opowiadali także o soczystych odzywkach mundurowych, gdy prosili ich o pomoc, by wezwali karetki pogotowia : "zdychajcie gorzowskie k...wy", "macie telefony, to k...wa sami sobie dzwońcie". Lubuski komendant, nadzorujący pracę zielonogórskich policjantów nie dopatrzył się nieprawidłowości w pracy swoich podwładnych. W połowie września wydał oświadczenie. W nim zrelacjonował przebieg interwencji, która jego zdaniem była nieunikniona ze względu na zagrożenie życia wszystkich osób przebywających na stadionie. Śledztwo nad sprawą przejęła świebodzińska prokuratura. Ruszyły przesłuchania świadków.
Prokuratura: Policjanci nie przekroczyli uprawnień
Ale kilka dni temu, po czterech miesiącach, śledczy umorzyli śledztwo. Prokurator w uzasadnieniu decyzji powołuje się m.in. na opinię wydaną przez policyjny zespół kontroli, który badał zielonogórską sprawę. "Użycie środków przymusu bezpośredniego nastąpiło zgodnie z obowiązującymi normami prawa" - czytamy.
Zdaniem prokuratora policjanci wykonywali swoje obowiązki. Kibice mogli ociągać się z opuszczeniem sektora, bo w hałasie nie usłyszeli próśb policjantów, ale to nie znaczy, że policjanci musieli o tym wiedzieć. Interwencja była zatem uzasadniona, bo kibice nie reagowali na polecenia funkcjonariuszy. Żaden z policjantów nie przekroczył swoich uprawnień. Kibice dostali pisemne uzasadnienia pocztą.
- Zdziwiłem się, gdy je przeczytałem - opowiada pan Cezary (nazwisko do wiadomości redakcji), gorzowski przedsiębiorca, który na mecz przyjechał z synem. Policjanci zaatakowali go, gdy był już poza stadionem. - W uzasadnieniu nie ma ani słowa, dlaczego policjanci na nas napadli. Pokornie wyszliśmy ze stadionu, nie awanturowaliśmy się, a mimo to zostaliśmy pobici. Syn miał rozciętą głowę, a ja zebrałem ciosy pałką od pięciu policjantów. Nikt za to nie poniesie kary? - pyta kibic, który wyraźnie słyszał jak dowodzący akcją wydał rozkaz przez radiostację: "pałować". Dopiero po tym sygnale policjanci zrobili się agresywni. - Nie zrobiliśmy nic złego, a zostaliśmy potraktowani jak przestępcy, bo ktoś miał takie widzimisię? - tłumaczy.
Komarnicki: Prokurator strzelił sobie w stopę
W uzasadnieniu umorzenia nie ma ani słowa o interwencji policjantów poza stadionem. - Prokurator nie pisze o niej nawet jednym zdaniem - przyznaje Zenon Prawucki, mecenas Stali, który na dniach zamierza złożyć zażalenie na postanowienie prokuratora w zielonogórskim Sądzie Rejonowym.
- Prokurator nie wyjaśnił wszystkich okoliczności sprawy. Mam wrażenie, że zabrakło obiektywizmu i chęci rozstrzygnięcia tematu. Uzasadnienie jest napisane wybiórczo, pominięto w nim zeznania niektórych świadków. Nie rozpoznano wszystkich wątków sprawy. Choćby tych związanych z kibicami, którzy zgodzili się na wyprowadzenie ze stadionu, a mimo to, policjanci użyli wobec nich siły.
Zdaniem mecenasa, prokurator uznał jedynie racje policjantów, a nie zwrócił uwagi na naruszenie dóbr osób cywilnych. Zwraca uwagę, że śledczy nie próbowali nawet rozwikłać zagadki, co naprawdę działo się poza stadionem. - Policja nie przekazała żadnego filmu z wyprowadzania kibiców, choć na stadionie dysponowano kamerami. Przedstawili jednak tylko "wygodne" dla nich nagrania ze stadionu.
Władysław Komarnicki, prezes Stali, który przez wiele godzin rozmawiał z poszkodowanymi kibicami, sprawę ujmuje krótko: - Pójdę za słowami Leszka Balcerowicza, który stwierdził, że polski wymiar sprawiedliwości toczy rak. Prokurator strzelił sobie sam w stopę. Nie można zamieść pod dywan zeznań kilkudziesięciu pokrzywdzonych, którzy zostali poturbowani tylko dlatego, że zjawili się na derbach. Ten, kto wydał tak kontrowersyjny i krzywdzący rozkaz powinien odpowiedzieć przed sądem. Będę bronił kibiców, choćbym miał apelować u samego prokuratora krajowego - zapewnia prezes.
Zdaniem kibiców i prezesa Stali Gorzów, policjanci przekroczyli swoje uprawnienia. Zachowali się wobec kibiców zbyt brutalnie. Dlatego ponad 30 poturbowanych kibiców powiadomiło prokuraturę o policyjnej napaści. - I nie chodziło im o to, że zostali wyprowadzeni ze stadionu, a o to co działo się po wyjściu z niego - tłumaczy Zenon Prawucki, mecenas Stali.
Bo według relacji kibiców do najgorszych scen miało dojść po wyprowadzeniu na ul. Wrocławską. Tam fanów otoczyli policjanci z tarczami, blokującymi przejście. Potem padł rozkaz wydany przez radiotelefon: "pałować". Policjanci mieli pobić również dzieci i kobiety, w tym kobietę z widoczną ciążą. W "klatce dla gości" siedział każdy, kto zakupił bilet w przedsprzedaży w Gorzowie. Policjanci użyli gazu łzawiącego. O tym, jak zwijali się z bólu gorzowscy kibice, można było zobaczyć na filmach, które fani wrzucali do internetu.
Kibice opowiadali także o soczystych odzywkach mundurowych, gdy prosili ich o pomoc, by wezwali karetki pogotowia : "zdychajcie gorzowskie k...wy", "macie telefony, to k...wa sami sobie dzwońcie". Lubuski komendant, nadzorujący pracę zielonogórskich policjantów nie dopatrzył się nieprawidłowości w pracy swoich podwładnych. W połowie września wydał oświadczenie. W nim zrelacjonował przebieg interwencji, która jego zdaniem była nieunikniona ze względu na zagrożenie życia wszystkich osób przebywających na stadionie. Śledztwo nad sprawą przejęła świebodzińska prokuratura. Ruszyły przesłuchania świadków.
Prokuratura: Policjanci nie przekroczyli uprawnień
Ale kilka dni temu, po czterech miesiącach, śledczy umorzyli śledztwo. Prokurator w uzasadnieniu decyzji powołuje się m.in. na opinię wydaną przez policyjny zespół kontroli, który badał zielonogórską sprawę. "Użycie środków przymusu bezpośredniego nastąpiło zgodnie z obowiązującymi normami prawa" - czytamy.
Zdaniem prokuratora policjanci wykonywali swoje obowiązki. Kibice mogli ociągać się z opuszczeniem sektora, bo w hałasie nie usłyszeli próśb policjantów, ale to nie znaczy, że policjanci musieli o tym wiedzieć. Interwencja była zatem uzasadniona, bo kibice nie reagowali na polecenia funkcjonariuszy. Żaden z policjantów nie przekroczył swoich uprawnień. Kibice dostali pisemne uzasadnienia pocztą.
- Zdziwiłem się, gdy je przeczytałem - opowiada pan Cezary (nazwisko do wiadomości redakcji), gorzowski przedsiębiorca, który na mecz przyjechał z synem. Policjanci zaatakowali go, gdy był już poza stadionem. - W uzasadnieniu nie ma ani słowa, dlaczego policjanci na nas napadli. Pokornie wyszliśmy ze stadionu, nie awanturowaliśmy się, a mimo to zostaliśmy pobici. Syn miał rozciętą głowę, a ja zebrałem ciosy pałką od pięciu policjantów. Nikt za to nie poniesie kary? - pyta kibic, który wyraźnie słyszał jak dowodzący akcją wydał rozkaz przez radiostację: "pałować". Dopiero po tym sygnale policjanci zrobili się agresywni. - Nie zrobiliśmy nic złego, a zostaliśmy potraktowani jak przestępcy, bo ktoś miał takie widzimisię? - tłumaczy.
Komarnicki: Prokurator strzelił sobie w stopę
W uzasadnieniu umorzenia nie ma ani słowa o interwencji policjantów poza stadionem. - Prokurator nie pisze o niej nawet jednym zdaniem - przyznaje Zenon Prawucki, mecenas Stali, który na dniach zamierza złożyć zażalenie na postanowienie prokuratora w zielonogórskim Sądzie Rejonowym.
- Prokurator nie wyjaśnił wszystkich okoliczności sprawy. Mam wrażenie, że zabrakło obiektywizmu i chęci rozstrzygnięcia tematu. Uzasadnienie jest napisane wybiórczo, pominięto w nim zeznania niektórych świadków. Nie rozpoznano wszystkich wątków sprawy. Choćby tych związanych z kibicami, którzy zgodzili się na wyprowadzenie ze stadionu, a mimo to, policjanci użyli wobec nich siły.
Zdaniem mecenasa, prokurator uznał jedynie racje policjantów, a nie zwrócił uwagi na naruszenie dóbr osób cywilnych. Zwraca uwagę, że śledczy nie próbowali nawet rozwikłać zagadki, co naprawdę działo się poza stadionem. - Policja nie przekazała żadnego filmu z wyprowadzania kibiców, choć na stadionie dysponowano kamerami. Przedstawili jednak tylko "wygodne" dla nich nagrania ze stadionu.
Władysław Komarnicki, prezes Stali, który przez wiele godzin rozmawiał z poszkodowanymi kibicami, sprawę ujmuje krótko: - Pójdę za słowami Leszka Balcerowicza, który stwierdził, że polski wymiar sprawiedliwości toczy rak. Prokurator strzelił sobie sam w stopę. Nie można zamieść pod dywan zeznań kilkudziesięciu pokrzywdzonych, którzy zostali poturbowani tylko dlatego, że zjawili się na derbach. Ten, kto wydał tak kontrowersyjny i krzywdzący rozkaz powinien odpowiedzieć przed sądem. Będę bronił kibiców, choćbym miał apelować u samego prokuratora krajowego - zapewnia prezes.
- 165 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
21 głosów
-
Są pobici, nie ma winnych. Derbowe śledztwo umo...
acer0
12.03.10, 08:36
Wystarczy popatrzeć jakie badziewie przyjmują do policji. To jest elementbandycki. Nie mówię tu o wyjątkach w policji, którzy reprezentują wysokipoziom intelektualny ale o tych, którym »
-
Brawo policja!
klaun.szyderca
12.03.10, 08:40
Jak w końcu robią to, od czego są, czyli rozprawiają się z chuligaństwemskutecznymi metodami, podnosi się wielki raban.Protestujący, potem nie zdziwcie się, że jak was będą bić, policjanci »
-
Policja powinna pałować prewencyjnie jeszcze
uburama
12.03.10, 09:55
przed wejściem na stadion a nawet na chybił trafił na ulicy. Wtedy by ludziomsię we łbach nie przewracało.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Gdy pączek trafia do kombajnu... Zobacz, ...
- "Pawilon" w nowych barwach. Teraz jest tu ...
- Prezydent złożył apelację od wyroku. ...
- Tragiczny wypadek pod Międzyrzeczem. Dwie ...
- Stilon nie dla Dłoniaka? W sobotę kolejny ...
- Dzieci na scenie z "Piękną i Bestią". GDK ...
- Gorąca pączkowa noc w cukierniach. Na ...





