Naj, naj, naj lubuskiego sportu, 2009 - to był rok!

Ireneusz Klimczak, Cezary Konarski, Kamil Siałkowski, Andrzej Tomasik
04.01.2010 , aktualizacja: 01.06.2011 00:09
A A A Drukuj
"Gazetowa" akademia sportowa drugi raz przyznaje swoje symboliczne nagrody i przygany! W całym roku zbiera się tyle niepowtarzalnych przeżyć, chwil nieopisanej radości, momentów zwątpienia, oburzenia, że na koniec chcemy się jeszcze raz im przyjrzeć i wyłonić te szczególne.
Nasze sreberka!
Fot. Ireneusz Klimczak / Agencja Gazeta
Nasze sreberka!
Samantha Richards
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Samantha Richards
Dariusz Maciejewski
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Dariusz Maciejewski

Fot. Daniel Adamski / Agencja Ga Żużlowe derby
Fot. Daniel Adamski / Agencja Ga
Żużlowe derby
Moto Racing Show w Gorzowie
Fot. Daniel Adamski / Agencja Ga
Moto Racing Show w Gorzowie
Wszystko zawdzięczamy oczywiście lubuskim sportowcom, ich trenerom, zarządcom klubów, kibicom - oto nasz naj, naj, naj lubuskiego sportu 2009. Czy zgadzacie się z wyborami dziennikarskiej kapituły "Gazety"?

Najlepszy sportowiec roku: RADOSŁAW KAWĘCKI

Ledwie przed rokiem w sportowych naj, naj, naj "Gazety" przyznaliśmy mu laur w kategorii: Największa nadzieja na wielkie sukcesy. Uzasadnienie kończyliśmy rekordowym osiągnięciem zielonogórskiego pływaka na jego koronnym dystansie 200 m stylem grzbietowym. Wówczas podziw wzbudzały jego czasy - 1.54.10 na krótkim basenie oraz 2.00,72 na basenie 50-metrowym, gdzie poprzez mniejsza liczbę nawrotów i odbić od ścian pływa się nieco dłużej.

Czy uwierzycie, co Kawęcki osiągnął przez rok!? Otóż wykonał milowy krok na drodze do olimpijskiego podium w Londynie, gdzie tkwi jego skryty cel. Dziś 18-letni zawodnik wyśrubował swoje osiągi do - 1.48,73 na basenie krótkim oraz 1.55,60 na pływalni olimpijskiej. Zatem tu i tam urwał ze swych życiowych rekordów po przeszło pięć sekund! Sprawia to, że reprezentant Polski i Kornera Zielona Góra staje na starcie najważniejszych seniorskich imprez z rezultatami, które obsadzają go w roli kandydata do medalowej rozgrywki. Że jeszcze junior, że jeszcze debiutant, że jeszcze nic wielkiego by się nie stało, gdyby nie dźwignął presji? Nie szukał podobnych usprawiedliwień, gdy pod koniec roku w Stambule wziął udział w mistrzostwach Europy seniorów. Po pasjonującym finiszu na mecie sięgnął po srebro! I właśnie za ów wyczyn Radosław Kawęcki został według gazetowej kapituły lubuskim sportowcem roku 2009. Gdyby komuś ta argumentacja nie wystarczyła, możemy się podeprzeć workiem medali pływaka z mistrzostw Polski, sukcesami w międzynarodowych zmaganiach juniorów oraz rekordami Polski. Karkołomnym zadaniem wydaje się obliczenie, ile razy Kawęcki przez ostatnie 12 miesięcy rozprawiał się z rekordami i wpisywał nowe pozycje w tabeli najlepszych, krajowych czasów na trzech dystansach w stylu grzbietowym. Rozwikłania zadania podjął się Jacek Miciul, klubowy i reprezentacyjny trener zielonogórskiego sportowca. Otrzymał wynik 25!

Charakterni młodzi sportowcy miewają wspaniałą cechę - potrafią się wkurzać po dojściu do sukcesu, o którym gros ich konkurentów może sobie tylko pomarzyć. Radek ma w sobie charakter mistrza, nawet nie ukrywał, że srebro ze Stambułu przyjął z niedosytem. - Mogłem popłynąć mocniej. Nie zmęczyłem się skrajnie. Zwykle udaje mi się wycisnąć z siebie tyle, że po finiszu ledwie jestem w stanie wyjść z wody - opowiadał po swoim medalowym występie. A w ogóle to już w dwie godziny od wylądowaniu na lotnisku w Berlinie trenował w Zielonej Górze. W osiąganiu progresu i wyczynów stosuje bowiem sprawdzoną metodę. Jedna z wielkich tenisistek - Amelie Mauresmo, pytana w jaki sposób na tle kobiecego tenisa wyróżnia się nietuzinkowym, ofensywnym, precyzyjnym, jednoręcznym uderzeniem backhandowym, odpowiedziała: - Dużo trenuję. Kawęcki w podobnym sensie tłumaczył swój przepis na medale: - Od poniedziałku do soboty zaczynam wcześnie rano - o 5.30, trening trwa do 8.30, śniadanie, pięć godzin szkoły, następnie drugi trening, wieczorem trochę odpoczywam. Na nic innego nie mam już czasu. Dziennie mam do pokonania 12-16 km, tygodniowo muszę pokonać w basenie ok. 100 km. W zależności od celów, okresów sezonu różni się tempo mojego pływania i dystanse.

Uznajemy klasę Radka i życzymy wytrwałości w pokonywaniu kolejnych setek kilometrów, wszak wszystko, co najważniejsze, jeszcze przed nim.

Z LAUREATEM KONKUROWALI

Najpoważniej - nasz laureat sprzed roku, mistrz świata z osady czwórki podwójnej Michał Jeliński (wioślarstwo, AZS AWF Gorzów); Justyna Żurowska (koszykówka, KSSSE AZS PWSZ Gorzów), Tomasz Gollob (żużel, Caelum Stal Gorzów), Adam Plutecki i Jakub Jasiński (pływanie, Kornera Zielona Góra), Piotr Protasiewicz (żużel, Falubazu Zielona Góra), Tomasz Makowski (kick-boxing i K-1, Gwardii Zielona Góra), Joanna Łochowska (podnoszenie ciężarów, UKS Zielona Góra).

Najlepsze drużyny roku: ŻUŻLOWCY ZIELONEJ GÓRY oraz KOSZYKARKI GORZOWA

Znów na urodzajnej lubuskiej ziemi mieliśmy dylemat. I znów wyszedł kompromis. Falubaz z Zielonej Góry mistrza zdobył po 18 latach. Koszykarki z Gorzowa mogły stanąć "jedynie" ze srebrem. Ale epokowym. Przecież tak wysoko nie zaszły nigdy wcześniej.

Gdy koszykarki KSSSE AZS PWSZ GORZÓW zgarniały srebrny medal, nie kryliśmy, że dla nas już są złociutkie. Bo samo wejście do finałowej rozgrywki z Lotosem, to w warunkach gdyńsko-krakowskiego monopolu na wygrywanie było już osiągnięciem wielkim.

Nic tu nie stało się przypadkiem. Gorzowianki pracowały na te trzęsienie ziemi w kobiecym baskecie od wielu lat. Najpierw zbudowano bazę. Wszystko w murach Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która pokazuje, że mecenasem sportu można być nawet wtedy, gdy nie nazywasz się AWF. Później budowano w Gorzowie drużynę. Powoli. Systematycznie. Najpierw szkielet. Polski (czytaj: gorzowski) szkielet, bo przecież Katarzyna Dźwigalska jest tu od urodzenia. A Justyna Żurowska i Agnieszka Kaczmarczyk - choć pochodzą z ziemi szczecińskiej i okolic - tak zapuściły tu korzenie, że kibice bez wahania ochrzcili już je "gorzowiankami". Skład ewoluował. Gdy gorzowianki w 2008 r. zdobywały brąz, chwaliły się zestawieniem idealnie dopasowanych koszykarskich rzemieślniczek. Bez gwiazd, za to z werwą i głodem sukcesu.

Aby przekroczyć ten próg, trzeba było jednak sięgnąć po gwiazdy. Oczywiście na miarę polskiej ligi i przede wszystkim gorzowskiego budżetu (do poziomu mocarzy ligowych wciąż brakuje milionów). I to się w Gorzowie udało. Koszykarki w Polsce znane, jak Taylor czy Breitreiner. Koszykarki "znikąd", jak Zohnova czy Richards. W końcu styczniowy dopalacz - doświadczenie Koryzny i młodzieńcza energia Amerykanki Anosike (ta historia ma się za chwilę powtórzyć). Ta mieszanka wybuchowa po raz pierwszy w historii lubuskiego basketu zagrała w ligowym finale. I teraz, po wcale niemałej wymianie składników tej mikstury Maciejewskiego, daje nadzieję na coś więcej.

Pamiętacie ten szok, w jaki nasze panie wprowadziły krakowską Wisłę (nie wygrała z nami od trzech meczów i wybiliśmy jej z głowy ubiegłoroczny finał)? Ten pisany na 15 zwycięstw styl, w jakim pędzą przez ligowe parkiety? Tę euforię po debiucie w mistrzowskiej Eurolidze (w roli żółtodzioba nasze koszykarki wygrały trzy mecze - z mistrzyniami Francji, Czech i Węgier)?

Trzymajcie się mocno. Koszykarki KSSSE AZS PWSZ nie powiedziały ostatniego słowa, a za chwilę jeszcze przyspieszą. W kwietniu 2010 chcą błyszczeć w innym kolorze, niż "tylko" srebrny!

Przed rokiem bardzo cieszyliśmy się, kiedy FALUBAZ ZIELONA GÓRA po 17 latach znów zajął miejsce na podium ekstraligowych rozgrywek. Brązowy medal smakował wszystkim kibicom Falubazu, ale apetyty szybko wzrosły. Bo głodni wielkich sukcesów zielonogórscy żużlowi fanatycy zapragnęli czegoś więcej. Cel minimum na kolejny sezon był taki: znów miejsce na „pudle”.

Zespół od samego początku rozgrywek wydawał się lepszy niż w sezonie 2008. I choć znów sporo meczów zawalili nasi zawodnicy zagraniczni, to Falubaz wygrywał zdecydowanie częściej niż przed rokiem, a jeśli przegrywał to nieznacznie. Fortecą nie do zdobycia okazał się zielonogórski tor. Miejscowi gromili rywala za rywalem, siłę Falubazu w sezonie zasadniczym najbardziej odczuli gorzowianie i obrońcy tytułu mistrzowskiego z Torunia. 63:27 i 67:23 - wyniki tych meczów robiły niesamowite wrażenie. Kiedy zielonogórzanie z drugiego miejsca w tabeli rozpoczynali walkę w play-off, zaczęto głośno mówić o finale rozgrywek. Ale kiedy nasz zespół skutecznie o ten finał powalczył, stało się jasne, że oczekiwania wzrosną. - Sam finał nas nie zadawala - mówił czołowy zawodnik Falubazu Rafał Dobrucki. - Tytuł mistrza Polski nam się należy, bo jesteśmy zajebiści. Cały Falubaz, my zawodnicy i wspaniali kibice.

Żużlowa Zielona Góra pragnęła złota chyba jak nigdy wcześniej. Przecież na tytuł mistrzowski czekała już 18 lat. Ale w oczach fachowców Falubaz nie był faworytem finałowej rywalizacji z Unibaksem Toruń. Finał sezonu 2009 przejdzie do historii nie tylko dlatego, że zielonogórzanie sięgnęli po swój piąty tytuł drużynowego mistrza Polski. Bo takiego "cyrku" w ekstralidze jeszcze nie mieliśmy. Pierwszy mecz był przekładany czterokrotnie. Niemal przez dwa tygodnie zielonogórzanie walczyli z pogodą, by przygotować tor do walki. Ostatecznie, w akcie desperacji, postanowili zbudować tor od nowa. Opłaciło się, Falubaz najpierw wygrał pojedynek na nowej nawierzchni, która w niczym nie przypominała tą, na której wcześniej gromił przeciwników. A na drugi dzień nasi żużlowcy zdobyli niezdobytą do tej pory toruńską Motoarenę. To był najbardziej mokry finał w historii ekstraligowych rozgrywek. Żużlowcy medale odbierali w strugach deszczu, a swojego prezesa wytarzali w błotnistej mazi. "Błoto Falubaz zamienił w złoto" - pisały w październiku gazety. Co będzie dalej z Falubazem? Mistrzowski skład nieco się zmienił, ale moc drużyny zostanie raczej zachowana. I mimo, że mocniejsi będą też rywale Falubazu, to w Zielonej Górze cel na nowy sezon jest już znany. Nie ma planu minimum, mamy bronić tytułu.

Najlepsi trenerzy roku: DARIUSZ MACIEJEWSKI i PIOTR ŻYTO

DARIUSZA MACIEJEWSKIEGO uznaliśmy już roku temu trenerem roku, i zastanawialiśmy się, czy gorzowianin jest już szkoleniowcem spełnionym. „Przed nim wielki finał polskiej ligi z udziałem Gorzowa, poprowadzenie kiedyś w barwach AZS PWSZ największych gwiazd koszykówki oraz awans i gra z reprezentacją Polski seniorek na mistrzostwach Europy, świata oraz igrzyskach olimpijskich. Zbyt ambitnie? We współczesnym sporcie wygrywają tylko ci, którzy sięgają nawet po misje niewykonalne.” - pisaliśmy. Minął zaledwie rok, a tak wiele z tych ambicji Maciejewski już zrealizował. Zagrał w finale, od kilku tygodni jest trenerem kadry naszego kraju. Wielu chciałoby mieć takie pokłady mocy, jakie drzemią w tym 45-letnim szkoleniowcu. W trakcie przedświątecznej rozmowy z „Gazetą” już snuł plany jak pogodzić pracę w kadrze i drużynie ligowej, tworzył listę mocnych sparingpartnerów dla Polski na 2010 r., a obok, wraz z innymi, dopinał poważne styczniowe wzmocnienie dla KSSSE AZS PWSZ.

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Dołącz do nas na Facebooku