Po tragedii Marty uczą się pierwszej pomocy

Piotr Żytnicki
15.05.2008 , aktualizacja: 15.05.2008 09:03
A A A Drukuj
Paweł Jelonek tłumaczy gimnazjalistom, jak sprawdzać, czy nieprzytomna osoba oddycha Fot. Daniel Adamski / AG Paweł Jelonek tłumaczy gimnazjalistom, jak sprawdzać, czy nieprzytomna osoba oddycha
Przyjaciele Marty Piekarz, której nikt nie potrafił udzielić pierwszej pomocy, nie ograniczają się do zbierania pieniędzy na rehabilitację. W dawnej szkole Marty zorganizowali szkolenie dla gimnazjalistów
Nauka pierwszej pomocy w gorzowskim Gimnazjum nr 7. Każdy uczeń musiał klęknąć pryz fantomie i samodzielnie przeprowadzić reanimację
Fot. Daniel Adamski / AG
Nauka pierwszej pomocy w gorzowskim Gimnazjum nr 7. Każdy uczeń musiał klęknąć pryz fantomie i samodzielnie przeprowadzić reanimację
Bartek Nir-Skibski studiuje ratownictwo medyczne i pracuje w pogotowiu w Skwierzynie. Uczył także pierwszej pomocy gimnazjalistów z Gorzowa
Fot. Daniel Adamski / AG
Bartek Nir-Skibski studiuje ratownictwo medyczne i pracuje w pogotowiu w Skwierzynie. Uczył także pierwszej pomocy gimnazjalistów z Gorzowa

Fot. Daniel Adamski / AG
Fot. Daniel Adamski / AG
O tym, że nawet w dużym mieście nie zawsze można liczyć na szybką pomoc, tragicznie przekonała się Marta Piekarz, 20-letnia studentka z Gorzowa. Gdy w pierwszą niedzielę marca upadła, biegnąc do tramwaju, nie było nikogo, kto potrafiłby jej pomóc. Zanim przyjechało pogotowie, minęło kilka minut. To wystarczyło, by z powodu niedotlenienia doszło do uszkodzeń mózgu. Marta przeżyła, ale na razie nie jest w stanie ani mówić, ani poruszać się samodzielnie (NIKT nie potrafił pomóc - historia Marty Piekarz) .

Przyjaciele Marty założyli w internecie stronę, na której opisują jej historię. Zbierają też pieniądze na rehabilitację. - Aby taka historia nigdy się nie przytrafiła, chcemy młodych ludzi nauczyć pierwszej pomocy - mówi Olek Baran, znajomy Marty.

Razem z kolegami - Bartkiem Nir-Skibskim i Pawłem Jelonkiem, Olek spędził w środę kilka godzin przy fantomach klatki piersiowej. Uczyli młodych, jak reagować, gdy na ulicy leżeć będzie nieprzytomna osoba. Pokazywali masaż serca i sztuczne oddychanie.

Bartek i Olek na początku 2005 r. założyli w Gorzowie pierwszą Grupę Ratownictwa Medycznego PCK. Organizowali szkolenia i pokazy pierwszej pomocy, zapewniali opiekę medyczną podczas meczów i koncertów. Dzisiaj Bartek i Paweł studiują ratownictwo medyczne i pracują w pogotowiu w Skwierzynie. Olek natomiast studiuje medycynę.

Ich uczniami byli w środę drugoklasiści z gorzowskiego Gimnazjum nr 7. - Ktoś z was uczestniczył w kursie pierwszej pomocy? Wiecie, jak to się robi? - Bartek zaczął od prostego pytania. Kilku uczniów pokręciło głową. Ktoś nieśmiało zaprzeczył. Jeszcze gorzej wypadł sprawdzian ze znajomości numerów ratunkowych. Zamiast na pogotowie, gimnazjaliści chcieli dzwonić na... straż pożarną.

Olek: - Braki w teorii można nadrobić. Gorzej jest z praktyką. Nie przyszliśmy tu, żeby was egzaminować, nie dajemy certyfikatów. Chcemy tylko nauczyć każdego z was kilku podstawowych umiejętności.

Każdy uczeń musiał klęknąć przy fantomie i samodzielnie przeprowadzić reanimację. - Najpierw sprawdzasz, czy człowiek jest przytomny. Zapytaj: "Słyszy mnie pan? Co panu jest?". Szturchnij go. Jest nieprzytomny? To sprawdź, czy oddycha. Odchylasz głowę, nachylasz się... - Bartek krok po kroku instruował wystraszoną nastolatkę. Po kilku próbach dziewczynie szło już całkiem nieźle.

- Teraz masaż serca. Kładziesz dłoń w połowie klatki piersiowej, dokładasz drugą i zaczynasz uciskać. Liczymy: raz, dwa, trzy... Wyprostuj ręce. Nie zginaj ich. Musisz naciskać całym ciałem. - Olek na materacu obok uczył grupę chłopaków.

- Ale po co mamy to robić? Przecież można wezwać karetkę - zauważyła jedna z dziewczyn.

Karetka to nie odrzutowiec - odpowiedział Paweł. - W godzinach szczytu nie ma szans, by dojechała na czas. Od was zależy, czy człowiek przeżyje. To nie jest trudne, można pomóc.

Bartek, Paweł i Olek zgodzili się uczyć gimnazjalistów za darmo, w swoim wolnym czasie. Marta Piekarz skończyła tę szkołę kilka lat temu. Sama była wolontariuszką WOŚP i znała zasady pierwszej pomocy. Gimnazjalistów do tej pory nikt nie uczył. - Tragedia Marty uświadomiła mi, że trzeba szybko coś zrobić. Warto poświęcić jedną, dwie, nawet dziesięć lekcji, tyle, ile tylko będzie trzeba, byle każdy uczeń wiedział, jak się zachować w podobnej sytuacji - tłumaczy dyrektor gimnazjum Maria Zawadzka.

Przyjaciele Marty obiecują, że na jednej akcji się nie skończy. Pokaz pierwszej pomocy będzie częścią koncertu charytatywnego, który w czerwcu ma się odbyć w amfiteatrze.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dołącz do nas na Facebooku