Po tragedii Marty uczą się pierwszej pomocy
15.05.2008
, aktualizacja: 15.05.2008 09:03
Przyjaciele Marty Piekarz, której nikt nie potrafił udzielić pierwszej pomocy, nie ograniczają się do zbierania pieniędzy na rehabilitację. W dawnej szkole Marty zorganizowali szkolenie dla gimnazjalistów

Fot. Daniel Adamski / AG
Nauka pierwszej pomocy w gorzowskim Gimnazjum nr 7. Każdy uczeń musiał klęknąć pryz fantomie i samodzielnie przeprowadzić reanimację

Fot. Daniel Adamski / AG
Bartek Nir-Skibski studiuje ratownictwo medyczne i pracuje w pogotowiu w Skwierzynie. Uczył także pierwszej pomocy gimnazjalistów z Gorzowa

Fot. Daniel Adamski / AG

Fot. Daniel Adamski / AG
ZOBACZ TAKŻE
- W środę kiermasz i aukcja dla Marty Piekarz (13-05-08, 20:00)
- Gorzów: w niedzielę pomóżmy chorej Marcie (09-05-08, 19:10)
- Tysiąc uczniów dowie się, jak ratować życie (20-08-08, 01:00)
- W niedzielę tramwajowa kwesta dla chorej Marty (09-05-08, 09:03)
- Czerwone Gitary: To był dla nas normalny koncert (19-08-08, 16:18)
- Chora dziewczyna nie dostała ani złotówki (18-08-08, 20:00)
- Idź na koncert - pomożesz Marcie Piekarz (26-06-08, 16:29)
- Zbierają pieniądze na leczenie Marty Piekarz (12-06-08, 08:46)
- Marta pojedzie do kliniki w Bydgoszczy (15-05-08, 18:56)
- Pomóż Marcie. Ona by pomogła (08-05-08, 09:23)
- NIKT nie potrafił pomóc (08-05-08, 01:00)
O tym, że nawet w dużym mieście nie zawsze można liczyć na szybką pomoc, tragicznie przekonała się Marta Piekarz, 20-letnia studentka z Gorzowa. Gdy w pierwszą niedzielę marca upadła, biegnąc do tramwaju, nie było nikogo, kto potrafiłby jej pomóc. Zanim przyjechało pogotowie, minęło kilka minut. To wystarczyło, by z powodu niedotlenienia doszło do uszkodzeń mózgu. Marta przeżyła, ale na razie nie jest w stanie ani mówić, ani poruszać się samodzielnie (NIKT nie potrafił pomóc - historia Marty Piekarz) .
Przyjaciele Marty założyli w internecie stronę, na której opisują jej historię. Zbierają też pieniądze na rehabilitację. - Aby taka historia nigdy się nie przytrafiła, chcemy młodych ludzi nauczyć pierwszej pomocy - mówi Olek Baran, znajomy Marty.
Razem z kolegami - Bartkiem Nir-Skibskim i Pawłem Jelonkiem, Olek spędził w środę kilka godzin przy fantomach klatki piersiowej. Uczyli młodych, jak reagować, gdy na ulicy leżeć będzie nieprzytomna osoba. Pokazywali masaż serca i sztuczne oddychanie.
Bartek i Olek na początku 2005 r. założyli w Gorzowie pierwszą Grupę Ratownictwa Medycznego PCK. Organizowali szkolenia i pokazy pierwszej pomocy, zapewniali opiekę medyczną podczas meczów i koncertów. Dzisiaj Bartek i Paweł studiują ratownictwo medyczne i pracują w pogotowiu w Skwierzynie. Olek natomiast studiuje medycynę.
Ich uczniami byli w środę drugoklasiści z gorzowskiego Gimnazjum nr 7. - Ktoś z was uczestniczył w kursie pierwszej pomocy? Wiecie, jak to się robi? - Bartek zaczął od prostego pytania. Kilku uczniów pokręciło głową. Ktoś nieśmiało zaprzeczył. Jeszcze gorzej wypadł sprawdzian ze znajomości numerów ratunkowych. Zamiast na pogotowie, gimnazjaliści chcieli dzwonić na... straż pożarną.
Olek: - Braki w teorii można nadrobić. Gorzej jest z praktyką. Nie przyszliśmy tu, żeby was egzaminować, nie dajemy certyfikatów. Chcemy tylko nauczyć każdego z was kilku podstawowych umiejętności.
Każdy uczeń musiał klęknąć przy fantomie i samodzielnie przeprowadzić reanimację. - Najpierw sprawdzasz, czy człowiek jest przytomny. Zapytaj: "Słyszy mnie pan? Co panu jest?". Szturchnij go. Jest nieprzytomny? To sprawdź, czy oddycha. Odchylasz głowę, nachylasz się... - Bartek krok po kroku instruował wystraszoną nastolatkę. Po kilku próbach dziewczynie szło już całkiem nieźle.
- Teraz masaż serca. Kładziesz dłoń w połowie klatki piersiowej, dokładasz drugą i zaczynasz uciskać. Liczymy: raz, dwa, trzy... Wyprostuj ręce. Nie zginaj ich. Musisz naciskać całym ciałem. - Olek na materacu obok uczył grupę chłopaków.
- Ale po co mamy to robić? Przecież można wezwać karetkę - zauważyła jedna z dziewczyn.
Karetka to nie odrzutowiec - odpowiedział Paweł. - W godzinach szczytu nie ma szans, by dojechała na czas. Od was zależy, czy człowiek przeżyje. To nie jest trudne, można pomóc.
Bartek, Paweł i Olek zgodzili się uczyć gimnazjalistów za darmo, w swoim wolnym czasie. Marta Piekarz skończyła tę szkołę kilka lat temu. Sama była wolontariuszką WOŚP i znała zasady pierwszej pomocy. Gimnazjalistów do tej pory nikt nie uczył. - Tragedia Marty uświadomiła mi, że trzeba szybko coś zrobić. Warto poświęcić jedną, dwie, nawet dziesięć lekcji, tyle, ile tylko będzie trzeba, byle każdy uczeń wiedział, jak się zachować w podobnej sytuacji - tłumaczy dyrektor gimnazjum Maria Zawadzka.
Przyjaciele Marty obiecują, że na jednej akcji się nie skończy. Pokaz pierwszej pomocy będzie częścią koncertu charytatywnego, który w czerwcu ma się odbyć w amfiteatrze.
Przyjaciele Marty założyli w internecie stronę, na której opisują jej historię. Zbierają też pieniądze na rehabilitację. - Aby taka historia nigdy się nie przytrafiła, chcemy młodych ludzi nauczyć pierwszej pomocy - mówi Olek Baran, znajomy Marty.
Razem z kolegami - Bartkiem Nir-Skibskim i Pawłem Jelonkiem, Olek spędził w środę kilka godzin przy fantomach klatki piersiowej. Uczyli młodych, jak reagować, gdy na ulicy leżeć będzie nieprzytomna osoba. Pokazywali masaż serca i sztuczne oddychanie.
Bartek i Olek na początku 2005 r. założyli w Gorzowie pierwszą Grupę Ratownictwa Medycznego PCK. Organizowali szkolenia i pokazy pierwszej pomocy, zapewniali opiekę medyczną podczas meczów i koncertów. Dzisiaj Bartek i Paweł studiują ratownictwo medyczne i pracują w pogotowiu w Skwierzynie. Olek natomiast studiuje medycynę.
Ich uczniami byli w środę drugoklasiści z gorzowskiego Gimnazjum nr 7. - Ktoś z was uczestniczył w kursie pierwszej pomocy? Wiecie, jak to się robi? - Bartek zaczął od prostego pytania. Kilku uczniów pokręciło głową. Ktoś nieśmiało zaprzeczył. Jeszcze gorzej wypadł sprawdzian ze znajomości numerów ratunkowych. Zamiast na pogotowie, gimnazjaliści chcieli dzwonić na... straż pożarną.
Olek: - Braki w teorii można nadrobić. Gorzej jest z praktyką. Nie przyszliśmy tu, żeby was egzaminować, nie dajemy certyfikatów. Chcemy tylko nauczyć każdego z was kilku podstawowych umiejętności.
Każdy uczeń musiał klęknąć przy fantomie i samodzielnie przeprowadzić reanimację. - Najpierw sprawdzasz, czy człowiek jest przytomny. Zapytaj: "Słyszy mnie pan? Co panu jest?". Szturchnij go. Jest nieprzytomny? To sprawdź, czy oddycha. Odchylasz głowę, nachylasz się... - Bartek krok po kroku instruował wystraszoną nastolatkę. Po kilku próbach dziewczynie szło już całkiem nieźle.
- Teraz masaż serca. Kładziesz dłoń w połowie klatki piersiowej, dokładasz drugą i zaczynasz uciskać. Liczymy: raz, dwa, trzy... Wyprostuj ręce. Nie zginaj ich. Musisz naciskać całym ciałem. - Olek na materacu obok uczył grupę chłopaków.
- Ale po co mamy to robić? Przecież można wezwać karetkę - zauważyła jedna z dziewczyn.
Karetka to nie odrzutowiec - odpowiedział Paweł. - W godzinach szczytu nie ma szans, by dojechała na czas. Od was zależy, czy człowiek przeżyje. To nie jest trudne, można pomóc.
Bartek, Paweł i Olek zgodzili się uczyć gimnazjalistów za darmo, w swoim wolnym czasie. Marta Piekarz skończyła tę szkołę kilka lat temu. Sama była wolontariuszką WOŚP i znała zasady pierwszej pomocy. Gimnazjalistów do tej pory nikt nie uczył. - Tragedia Marty uświadomiła mi, że trzeba szybko coś zrobić. Warto poświęcić jedną, dwie, nawet dziesięć lekcji, tyle, ile tylko będzie trzeba, byle każdy uczeń wiedział, jak się zachować w podobnej sytuacji - tłumaczy dyrektor gimnazjum Maria Zawadzka.
Przyjaciele Marty obiecują, że na jednej akcji się nie skończy. Pokaz pierwszej pomocy będzie częścią koncertu charytatywnego, który w czerwcu ma się odbyć w amfiteatrze.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień





