Grypa szaleje. A zakaźny remontu nie doczeka
27.11.2009
, aktualizacja: 27.11.2009 08:43
Eksperci mówią jasno: oddział zakaźny powinien być najczystszym i jednym z najlepiej zabezpieczonych oddziałów. W Gorzowie jest inaczej. Warunki są skandaliczne. Nawet szalejąca grypa A/H1N1 nie otworzyła marszałkowi oczu. Pieniędzy na remont w najbliższym czasie nie będzie.
ZOBACZ TAKŻE
- Uwaga, w powietrzu krąży wirus grypy (03-02-11, 08:48)
- Sejmik województwa zawiesił oddział zakaźny. Dyrekcja prosiła (23-08-10, 17:59)
- Gorzów: Co dalej z oddziałem zakaźnym? (27-07-10, 18:19)
- Oddział zakaźny znika? Na razie na trzy miesiące (06-07-10, 10:56)
- Grypa w Gorzowie: sytuacja jest rozwojowa (20-11-09, 18:15)
- Świńska grypa: szpital potrzebuje respiratorów (18-11-09, 18:40)
- Grypa w Lubuskiem: W Przewozie zamknęli szkołę (17-11-09, 18:27)
- Chory ksiądz nadal w ciężkim stanie, nowe przypadki A/H1N1? (16-11-09, 18:37)
SERWISY
W sprawie koszmarnych warunków na oddziale zakaźnym szpitala w Gorzowie napisała do nas pani Maria (nie chce nazwiska w gazecie).
- Odwiedziłam ten oddział w weekend i jestem mocno zaniepokojona. Pomijam stan samego budynku, który pewnie jest z XIX wieku. Ale to, co zobaczyłam w środku, mnie przeraziło. Do sal prowadzą dwa wejścia. Tam stare wytarte poniemieckie schody, odrapane ściany, brudne lamperie. Klatka schodowa zastawiona workami i materacami. W środku ściany, które nie były malowane chyba od 20 lat. Widać na nich kurz. Na podłodze wytarte linoleum. Przy tak zdegradowanej infrastrukturze utrzymanie podstawowej higieny graniczy z cudem. Warunki koszmarne, a do tego razi jeszcze niefrasobliwość personelu. Można tam wszędzie swobodnie wejść. Leżą chorzy na grypę, a drzwi do sal są otwarte! Ponoć dlatego, że przy łóżkach nie ma dzwonków. To medyczne kuriozum XXI wieku. Poza tym jest zakaz odwiedzin, a poza mną były tam jeszcze dwie osoby. Weszłam tam zresztą bez problemów, po kilku minutach dzwonienia nikt do drzwi nie podchodził. Dziwię się, że dyrekcja szpitala toleruje taki stan - pisze w liście do "Gazety".
- Nie tolerujemy tego, ale sami niewiele możemy zrobić - odpowiada Kamil Jakubowski, wicedyrektor szpitala ds. organizacyjno- eksploatacyjnych.
Bo zakaźny się nie opłaca
Gorzowska lecznica miała już plany. W grę wchodziły dwie opcje. Dyrekcja rozważała przenosiny oddziału z ul. Walczaka do zespołu szpitalnego przy ul. Dekerta, do budynku stacji krwiodawstwa. - Zdecydowaliśmy jednak, że lepiej będzie wyremontować obecną siedzibę oddziału. W tamtym budynku sporo należałoby zrobić. Ale zakres prac w obu przypadkach szacujemy na 2,5 mln zł. Liczymy, że marszałek znajdzie dla nas pieniądze. Z własnych środków nie uda nam się wykonać tak potrzebnego remontu - podkreśla Jakubowski.
W lubuskim urzędzie marszałkowskim pracują przy projekcie przyszłorocznego budżetu. - Środków na zakaźny w Gorzowie nie będziemy mogli zapisać - tłumaczy rzecznik marszałka Eliza Gniewek-Juszczak.
Widzi niewielkie szanse na pieniądze na remont oddziału nawet w kolejnych latach. - Zakaźny jest kosztochłonny i generuje straty, a jego rentowność kształtuje się na poziomie 40 proc. Nawet po przeprowadzeniu kosztownego remontu, oddział nadal będzie przynosił straty, gdyż wobec niskiego poziomu obłożenia łóżek, zawarty z NFZ kontrakt, nie będzie w stanie pokryć wysokich kosztów jego utrzymania - podkreśla rzeczniczka.
Z taką argumentacją Jakubowski się nie zgadza. - Gdy wyremontujemy oddział, będziemy mieli szansę na większy kontrakt z Funduszem. Zmieni się komfort leczenia, spełnimy też zalecenia sanepidu. Prowadzimy negocjacje z NFZ. Chcemy, aby już w przyszłym roku pieniądze na gorzowski i zielonogórski zakaźny były dzielone po równo. Wtedy nasz nie będzie przynosił strat. Teraz w Zielonej Górze zabierają 70 proc. puli, my dostajemy 30 proc. - przekonuje.
Epidemia nie wybiera
W listopadzie w Gorzowie, podobnie jak w całym kraju, mocno wzrosła liczba zachorowań na grypę A/H1N1. W gorzowskiej lecznicy leży 27 osób, u których już potwierdzono, bądź jeszcze nie potwierdzono obecności wirusa nowej grypy. Na oddziale zakaźnym przebywało w czwartek rano 13 pacjentów, trzech w stanie ciężkim leżało na OIOM-ie, pozostali byli hospitalizowani na oddziale chorób wewnętrznych i kardiologii.
Dlaczego nie wszyscy są na zakaźnym? - Nie ma specjalnych zaleceń, że osoby u których stwierdzono grypę A/H1N1 muszą być hospitalizowane tylko na oddziałach zakaźnych. Nie wszędzie takie oddziały są. Dlatego chorzy mogę przebywać m.in. na oddziałach wewnętrznych. Ale muszą być ściśle izolowani, przebywać samemu w jednej sali - mówi "Gazecie" prof. Andrzej Horban, krajowy konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych. Podkreśla jednak, że na wstępnym etapie - do wykluczenia lub potwierdzenia obecności wirusa świńskiej grypy - pacjenci powinni trafiać na oddziały zakaźne.
Tak się dzieje właśnie w Gorzowie. Tu nie ma problemu. Pojawia się, gdy prof. Horbana argumentuje takie zalecenie: - Oddziały zakaźne są najlepiej przygotowane. A przynajmniej w modelowym szpitalu powinny takie być. Tam musi być czysto i sterylnie - przekonuje krajowy konsultant. W przypadku gorzowskiego oddziału to utopia.
- Czerwona lampka na zakaźnym pali się już od dawna. Nie ukrywam, że nasilenie zachorowań na grypę tylko potwierdza potrzebę istnienia tego oddziału. A przede wszystkim przypomina o konieczności remontu zakaźnego lub przeniesienia go w inne miejsce - przyznaje Dorota Konaszczuk, powiatowy inspektor sanitarny w Gorzowie. Podobnego zdania jest lubuski NFZ. - Sytuacja z grypą uświadamia nam, że zakaźny powinien być i na północy, i na południu województwa - mówi rzecznik Sylwia Malcher-Nowak.
Jednocześnie w sanepidzie podkreślają, że wzmożone zachorowania na grypę nie są dla oddziału zakaźnego... problemem. - Nie wszyscy pacjenci leżą na oddziale zakaźnym [dyrekcja szpitala informuje, że może on przyjąć 24 osoby - red.]. Nie jest źle, wykwalifikowany personel sobie radzi. Jesteśmy w stałym kontakcie ze szpitalem - opowiada Konaszczuk.
kamil.sialkowski@gorzow.agora.pl
- Odwiedziłam ten oddział w weekend i jestem mocno zaniepokojona. Pomijam stan samego budynku, który pewnie jest z XIX wieku. Ale to, co zobaczyłam w środku, mnie przeraziło. Do sal prowadzą dwa wejścia. Tam stare wytarte poniemieckie schody, odrapane ściany, brudne lamperie. Klatka schodowa zastawiona workami i materacami. W środku ściany, które nie były malowane chyba od 20 lat. Widać na nich kurz. Na podłodze wytarte linoleum. Przy tak zdegradowanej infrastrukturze utrzymanie podstawowej higieny graniczy z cudem. Warunki koszmarne, a do tego razi jeszcze niefrasobliwość personelu. Można tam wszędzie swobodnie wejść. Leżą chorzy na grypę, a drzwi do sal są otwarte! Ponoć dlatego, że przy łóżkach nie ma dzwonków. To medyczne kuriozum XXI wieku. Poza tym jest zakaz odwiedzin, a poza mną były tam jeszcze dwie osoby. Weszłam tam zresztą bez problemów, po kilku minutach dzwonienia nikt do drzwi nie podchodził. Dziwię się, że dyrekcja szpitala toleruje taki stan - pisze w liście do "Gazety".
- Nie tolerujemy tego, ale sami niewiele możemy zrobić - odpowiada Kamil Jakubowski, wicedyrektor szpitala ds. organizacyjno- eksploatacyjnych.
Bo zakaźny się nie opłaca
Gorzowska lecznica miała już plany. W grę wchodziły dwie opcje. Dyrekcja rozważała przenosiny oddziału z ul. Walczaka do zespołu szpitalnego przy ul. Dekerta, do budynku stacji krwiodawstwa. - Zdecydowaliśmy jednak, że lepiej będzie wyremontować obecną siedzibę oddziału. W tamtym budynku sporo należałoby zrobić. Ale zakres prac w obu przypadkach szacujemy na 2,5 mln zł. Liczymy, że marszałek znajdzie dla nas pieniądze. Z własnych środków nie uda nam się wykonać tak potrzebnego remontu - podkreśla Jakubowski.
W lubuskim urzędzie marszałkowskim pracują przy projekcie przyszłorocznego budżetu. - Środków na zakaźny w Gorzowie nie będziemy mogli zapisać - tłumaczy rzecznik marszałka Eliza Gniewek-Juszczak.
Widzi niewielkie szanse na pieniądze na remont oddziału nawet w kolejnych latach. - Zakaźny jest kosztochłonny i generuje straty, a jego rentowność kształtuje się na poziomie 40 proc. Nawet po przeprowadzeniu kosztownego remontu, oddział nadal będzie przynosił straty, gdyż wobec niskiego poziomu obłożenia łóżek, zawarty z NFZ kontrakt, nie będzie w stanie pokryć wysokich kosztów jego utrzymania - podkreśla rzeczniczka.
Z taką argumentacją Jakubowski się nie zgadza. - Gdy wyremontujemy oddział, będziemy mieli szansę na większy kontrakt z Funduszem. Zmieni się komfort leczenia, spełnimy też zalecenia sanepidu. Prowadzimy negocjacje z NFZ. Chcemy, aby już w przyszłym roku pieniądze na gorzowski i zielonogórski zakaźny były dzielone po równo. Wtedy nasz nie będzie przynosił strat. Teraz w Zielonej Górze zabierają 70 proc. puli, my dostajemy 30 proc. - przekonuje.
Epidemia nie wybiera
W listopadzie w Gorzowie, podobnie jak w całym kraju, mocno wzrosła liczba zachorowań na grypę A/H1N1. W gorzowskiej lecznicy leży 27 osób, u których już potwierdzono, bądź jeszcze nie potwierdzono obecności wirusa nowej grypy. Na oddziale zakaźnym przebywało w czwartek rano 13 pacjentów, trzech w stanie ciężkim leżało na OIOM-ie, pozostali byli hospitalizowani na oddziale chorób wewnętrznych i kardiologii.
Dlaczego nie wszyscy są na zakaźnym? - Nie ma specjalnych zaleceń, że osoby u których stwierdzono grypę A/H1N1 muszą być hospitalizowane tylko na oddziałach zakaźnych. Nie wszędzie takie oddziały są. Dlatego chorzy mogę przebywać m.in. na oddziałach wewnętrznych. Ale muszą być ściśle izolowani, przebywać samemu w jednej sali - mówi "Gazecie" prof. Andrzej Horban, krajowy konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych. Podkreśla jednak, że na wstępnym etapie - do wykluczenia lub potwierdzenia obecności wirusa świńskiej grypy - pacjenci powinni trafiać na oddziały zakaźne.
Tak się dzieje właśnie w Gorzowie. Tu nie ma problemu. Pojawia się, gdy prof. Horbana argumentuje takie zalecenie: - Oddziały zakaźne są najlepiej przygotowane. A przynajmniej w modelowym szpitalu powinny takie być. Tam musi być czysto i sterylnie - przekonuje krajowy konsultant. W przypadku gorzowskiego oddziału to utopia.
- Czerwona lampka na zakaźnym pali się już od dawna. Nie ukrywam, że nasilenie zachorowań na grypę tylko potwierdza potrzebę istnienia tego oddziału. A przede wszystkim przypomina o konieczności remontu zakaźnego lub przeniesienia go w inne miejsce - przyznaje Dorota Konaszczuk, powiatowy inspektor sanitarny w Gorzowie. Podobnego zdania jest lubuski NFZ. - Sytuacja z grypą uświadamia nam, że zakaźny powinien być i na północy, i na południu województwa - mówi rzecznik Sylwia Malcher-Nowak.
Jednocześnie w sanepidzie podkreślają, że wzmożone zachorowania na grypę nie są dla oddziału zakaźnego... problemem. - Nie wszyscy pacjenci leżą na oddziale zakaźnym [dyrekcja szpitala informuje, że może on przyjąć 24 osoby - red.]. Nie jest źle, wykwalifikowany personel sobie radzi. Jesteśmy w stałym kontakcie ze szpitalem - opowiada Konaszczuk.
kamil.sialkowski@gorzow.agora.pl
- 12 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Grypa szaleje w Naprawie.
e_werty
28.11.09, 09:40
wystarczy naprawa...»
Najczęściej czytane24 htydzień




