Oddział zakaźny znika? Na razie na trzy miesiące
06.07.2010
, aktualizacja: 07.07.2010 09:50
Zawieszono działalność oddziału zakaźnego w gorzowskim szpitalu. Powód? Brakuje lekarzy. W ubiegłym tygodniu z pracy zwolniła się ordynator dr Danuta Śmiglak. Jeśli nie uda się znaleźć lekarza ze specjalizacją z chorób zakaźnych, oddział nie będzie mógł dalej działać.
ZOBACZ TAKŻE
- Inkubator od Owsiaka, czyli mercedes na porodówce (09-09-10, 10:07)
- Sejmik województwa zawiesił oddział zakaźny. Dyrekcja prosiła (23-08-10, 17:59)
- Gorzów: Co dalej z oddziałem zakaźnym? (27-07-10, 18:19)
- Grypa szaleje. A zakaźny remontu nie doczeka (27-11-09, 08:43)
- Sanepid radzi: wyremontujcie oddział zakaźny (21-08-09, 18:32)
O oddziale zakaźnym w szpitalu przy ul. Walczaka mówiono od dawna: złe warunki, nieremontowany od lat, podłoga ze starego, wytartego linoleum, którą trudno utrzymać w czystości, brak umywalek w salach chorych, nie było nawet izolatek.
Szpital potrzebował 2,5 mln na remont oddziału, ale nie było szans na takie pieniądze. Marszałek tłumaczył, że zakaźny jest kosztochłonny i generuje straty. I że pieniędzy na remont nie znajdzie nawet w ciągu najbliższych kilku lat.
Pacjenci chcą się leczyć w Gorzowie
Ale to nie dlatego dyrekcja zadecydowała o zawieszeniu oddziału zakaźnego. Powód to braki kadrowe. Jak informuje dyrekcja, w ubiegłym tygodniu odeszła z pracy ordynator oddziału zakaźnego. Poza nią na oddziale pracował tylko jeden lekarz ze specjalizacją z chorób zakaźnych. Według prawa jeden specjalista na takim oddziale to za mało. - A zdobycie lekarza z tą specjalizacją jest trudne. Porównywalnie tak trudne, jak zakup łodzi podwodnej - tłumaczy Andrzej Szmit, dyrektor gorzowskiego szpitala.
Informacja o zawieszeniu oddziału powoli dociera do pacjentów, którzy się tam leczą. Ci martwią się, że oddziału nie uda się uratować. - To straszne. Co, jeśli skończy się to całkowitą likwidacją zakaźnego? Co będzie ze mną, gdy będę potrzebowała pomocy w szpitalu? Byłam dziś w poradni przy oddziale, pytałam, co będzie. Nikt mnie nie zapewnił, że gdzieś będzie dla mnie miejsce. Pewnie będę musiała jeździć do Zielonej Góry - mówi Iwona Wolińska, gorzowianka, która leczy na oddziale wirusowe zapalenie wątroby. Leki, które bierze, często powodują u niej skutki uboczne. - Fatalnie na mnie działają i co jakiś czas potrzebuję hospitalizacji. Potrzebuję tego oddziału w Gorzowie. To problem nie tylko dla nas, chorych, ale dla wszystkich. Każdy przecież może zachorować na chorobę zakaźną - denerwuje się.
Na czas zawieszenia oddziału zakaźnego dla chorych przygotowano dwie sale na oddziale wewnętrznym przy ul. Walczaka. - Pacjenci nie będą nigdzie przewożeni, będą leczeni w Gorzowie - zapewnia dyrektor Szmit. Nie dotyczy to tylko chorych z czynną gruźlicą i z HIV, ci będą odwożeni do szpitala w Zielonej Górze. Na szczęście przez cały ubiegły rok szpital miał miejsce tylko jeden taki przypadek.
Szukamy specjalisty, pomóżcie!
Szpital zaczął już szukać lekarza ze specjalnością z chorób zakaźnych. Dyrektor poprosił też wielkopolskiego konsultanta ds. chorób zakaźnych o pomoc w poszukiwaniach specjalisty. - Może się uda - mówi dyr. Szmit. Co jeśli nikt przez trzy miesiące się nie znajdzie? - Wolę nie rozpatrywać takiego wariantu. Jako dyrektor szpitala i jako lekarz uważam, że oddział zakaźny w Gorzowie musi być. To, że jest potrzebny, udowodniła nam chociażby świńska grypa. Poza tym po prostu nie widzę powodu, dla którego pacjenci mieliby wyjeżdżać z Gorzowa, żeby się leczyć - mówi dyrektor.
Udało nam się skontaktować z dr Danutą Śmiglak, która była ordynatorem oddziału zakaźnego. - Nie chcę niczego komentować. Mogę jedynie powiedzieć, że aktualnie przebywam na zwolnieniu - mówi dr Śmiglak.
agnieszka.drzewiecka@gorzow.agora.pl
Szpital potrzebował 2,5 mln na remont oddziału, ale nie było szans na takie pieniądze. Marszałek tłumaczył, że zakaźny jest kosztochłonny i generuje straty. I że pieniędzy na remont nie znajdzie nawet w ciągu najbliższych kilku lat.
Pacjenci chcą się leczyć w Gorzowie
Ale to nie dlatego dyrekcja zadecydowała o zawieszeniu oddziału zakaźnego. Powód to braki kadrowe. Jak informuje dyrekcja, w ubiegłym tygodniu odeszła z pracy ordynator oddziału zakaźnego. Poza nią na oddziale pracował tylko jeden lekarz ze specjalizacją z chorób zakaźnych. Według prawa jeden specjalista na takim oddziale to za mało. - A zdobycie lekarza z tą specjalizacją jest trudne. Porównywalnie tak trudne, jak zakup łodzi podwodnej - tłumaczy Andrzej Szmit, dyrektor gorzowskiego szpitala.
Informacja o zawieszeniu oddziału powoli dociera do pacjentów, którzy się tam leczą. Ci martwią się, że oddziału nie uda się uratować. - To straszne. Co, jeśli skończy się to całkowitą likwidacją zakaźnego? Co będzie ze mną, gdy będę potrzebowała pomocy w szpitalu? Byłam dziś w poradni przy oddziale, pytałam, co będzie. Nikt mnie nie zapewnił, że gdzieś będzie dla mnie miejsce. Pewnie będę musiała jeździć do Zielonej Góry - mówi Iwona Wolińska, gorzowianka, która leczy na oddziale wirusowe zapalenie wątroby. Leki, które bierze, często powodują u niej skutki uboczne. - Fatalnie na mnie działają i co jakiś czas potrzebuję hospitalizacji. Potrzebuję tego oddziału w Gorzowie. To problem nie tylko dla nas, chorych, ale dla wszystkich. Każdy przecież może zachorować na chorobę zakaźną - denerwuje się.
Na czas zawieszenia oddziału zakaźnego dla chorych przygotowano dwie sale na oddziale wewnętrznym przy ul. Walczaka. - Pacjenci nie będą nigdzie przewożeni, będą leczeni w Gorzowie - zapewnia dyrektor Szmit. Nie dotyczy to tylko chorych z czynną gruźlicą i z HIV, ci będą odwożeni do szpitala w Zielonej Górze. Na szczęście przez cały ubiegły rok szpital miał miejsce tylko jeden taki przypadek.
Szukamy specjalisty, pomóżcie!
Szpital zaczął już szukać lekarza ze specjalnością z chorób zakaźnych. Dyrektor poprosił też wielkopolskiego konsultanta ds. chorób zakaźnych o pomoc w poszukiwaniach specjalisty. - Może się uda - mówi dyr. Szmit. Co jeśli nikt przez trzy miesiące się nie znajdzie? - Wolę nie rozpatrywać takiego wariantu. Jako dyrektor szpitala i jako lekarz uważam, że oddział zakaźny w Gorzowie musi być. To, że jest potrzebny, udowodniła nam chociażby świńska grypa. Poza tym po prostu nie widzę powodu, dla którego pacjenci mieliby wyjeżdżać z Gorzowa, żeby się leczyć - mówi dyrektor.
Udało nam się skontaktować z dr Danutą Śmiglak, która była ordynatorem oddziału zakaźnego. - Nie chcę niczego komentować. Mogę jedynie powiedzieć, że aktualnie przebywam na zwolnieniu - mówi dr Śmiglak.
agnieszka.drzewiecka@gorzow.agora.pl
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień





