Felieton Jerzego Synowca. Już nawet prezes PZM pyta: Po co Grand Prix w zaściankach?

Jerzy Synowiec
15.12.2011 , aktualizacja: 15.12.2011 11:14
A A A Drukuj
O cyklu Grand Prix napisano ostatnio bardzo wiele, ja sam też poświęciłem tej kwestii sporo miejsca. Ale okazuje się, że temat jest tak interesujący i gorący, że dyskusja trwa dalej. Głos zabrał nie byle kto, bo sam prezes Polskiego Związku Motorowego Andrzej Witkowski.
Jerzy Synowiec, autor felietonu
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Jerzy Synowiec, autor felietonu
W wywiadzie udzielonym "Tygodnikowi Żużlowemu" prezes mówi rzeczy dziwne i ciekawe. Twierdzi mianowicie, że organizowanie Grand Prix w zaściankowych polskich miastach, takich jak Gorzów czy Leszno, nie ma większego sensu promocyjnego. Zwłaszcza, że miasta te kupując prawa od BSI mocno przepłacają, walcząc ze sobą nawzajem. PZMot widząc te ambicjonalne dewiacje i bojąc się, że za chwilę możemy mieć w Polsce połowę turniejów cyklu GP, zamierza wykupić prawa do organizacji kilku turniejów i samemu decydować, gdzie będą one rozgrywane. Chodzi o to, aby turnieje można było organizować na przykład w Warszawie, Gdańsku, czy Wrocławiu, na nowych, ogromnych i nowoczesnych polskich stadionach piłkarskich, przygotowanych na Euro 2012. Takie turnieje, gdyby obejrzał je komplet widzów, a pokazała telewizja publiczna, to byłby właściwy kierunek. Również finansowy. PZMot myśli o zakupie takich praw już od 2013 roku, co dla Gorzowa oznacza wielką szansę pozbycia się przyszłego kłopotu. Tegoroczny turniej i może jeszcze przyszłoroczny, wyczerpią zapotrzebowanie gorzowian na oglądanie Andersena, Ljunga i paru im podobnych. Trzeba szybko myśleć o pozbyciu się problemu. PZMot czeka na zaproszenie do pertraktacji, zaś BSI dopuszcza możliwość odsprzedaży. Ogromne pieniądze z miejskiej, gorzowskiej kasy będzie można przeznaczyć na coś zdecydowanie bardziej potrzebnego.

Zakończony sezon ligowy pozwala poruszyć temat z zupełnie inne beczki, bo o Grand Prix można pisać bez końca, tym bardziej, że nowe tematy pojawiają się co rusz - już za chwilę BSI zmusi, za pośrednictwem Światowej Federacji Motocyklowej (FIM), ekstraligowych prezesów do rezygnacji z tego zapisu naszego ligowego regulaminu, który stanowi, że w jednym polskim klubie może startować jeden uczestnik GP, co ostatecznie pokaże naszym żużlowym władzom miejscu w szyku sportów motorowych.

Popatrzmy więc może przez chwilę sentymentalnie na ligowe losy tych gorzowskich żużlowców, którzy w tym roku kontynuowali kariery poza Gorzowem. Wnioski są niestety smutne. Nie ma bowiem nikogo, kto liczyłby się w ligowym żużlu, a zbierając do kupy wszystkich naszych wychowanków, można co najwyżej sklecić drużynę na miarę środka pierwszej ligi.

Kto się wyróżnił? O dziwo startujący w drugiej lidze - po dwuletniej przerwie - Mariusz Staszewski. Ze średnią 2,3 pkt na bieg zajął szóste miejsce w ogólnej klasyfikacji, będą niekwestionowanym liderem Ostrovii Ostrów, czyli przyszłorocznego pierwszoligowca. W drugoligowym Kaskadzie Równe liderem był Piotr Świst, ale jego 21. lokata nie jest imponująca. Łza się w oku kręci, gdzie się musi nasz Piotr tułać. Gdzieś w drugoligowym ogonie jest jeszcze Adam Czechowicz, od lat wierny barwom Kolejarza Opole, a nawet Piotr Rembas usiłujący coś komuś udowodnić w Pile (choć nie wiadomo co i komu). W pierwszej lidze ważnym zawodnikiem miał być Paweł Hlib, ale jego 29. pozycja ze średnią 1,5 pkt spowodowała, że pożegnano się z nim w Gdańsku bez żalu i pan Paweł będzie próbował w przyszłym roku w pilskiej drużynie. Kamil Brzozowski zaliczył również w Gdańsku kilkanaście biegów, ale i on szału nie zrobił. Czy jeszcze znajdzie gdzieś pracę? Mocno wątpliwe. Nasz niedawny junior Adrian Szewczykowski był jednym z najsłabszych zawodników pierwszej ligi, a jego średnia poniżej jednego punktu raczej nie daje nadziei na kontynuowanie kariery. I to w zasadzie wszystko, jeśli nie liczyć Michała Rajkowskiego, który w barwach angielskiego Glasgow Tigers zaliczył swój najsłabszy sezon na wyspach. Jeśli więc chcemy myśleć o przyszłości, to myślmy o Bartoszu Zmarzliku i Adrianie Cyferze, a Łukasza Cyrana niezwłocznie wyślijmy do Piły, aby regularnymi startami próbował uratować swój potencjał przed roztrwonieniem.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

  • Felieton Jerzego Synowca. Już nawet prezes PZM ... alt.er.ego 15.12.11, 12:47

    Jakiś ktoś ( nazwisko pierwszy raz słyszę ), który wg radnego jest "kimś" ( serio ??? ) nazwał Gorzów "zaściankiem" co mecenasowi się tak spodobało, że wygenerował kolejny felieton z serii »

Dołącz do nas na Facebooku