Jerzy Synowiec: Siła żużlowych tradycji

Jerzy Synowiec
05.01.2012 , aktualizacja: 05.01.2012 12:50
A A A Drukuj
Mało kto z kibiców zdaje sobie sprawę z tego, że polska ekstraklasa jest najbardziej stabilna, jeśli chodzi o skład jej uczestników, pośród wszystkich sportów ligowych w Polsce.
Jerzy Synowiec
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Jerzy Synowiec
Kiedy spojrzymy 10 - 20 lat wstecz na skład ligi w koszykówce, siatkówce, czy nawet w piłce nożnej, to zobaczymy tam zespoły, które już dawno nie istnieją lub wegetują gdzieś na obrzeżach ligowego sportu. Kto dzisiaj pamięta o sukcesach koszykarskich potęg - Wybrzeża Gdańsk, Polonii Warszawa, Lecha Poznań, czy rzeszowskiej Resovii. Kto wie, co znaczyły kilkanaście lat temu w siatkówce zespoły Płomienia Milowice, Hutnika Kraków, czy Legii Warszawa. Wreszcie z trudem możemy sobie skojarzyć takie potęgi jak Szombierki Bytom, Górnik i Zagłębie Wałbrzych lub Gwardia Warszawa.

W żużlu jest zupełnie inaczej. Przeglądając ekstraligowe tabele (dawna pierwsza liga) sprzed 20 lat, a więc roku 1992, możemy zobaczyć na nich wszystkie liczące się obecnie kluby. Na dziesięć zespołów w najwyższej klasie rozgrywek jest tylko jeden startujący na zapleczu ekstraklasy - Motor Lublin. W 2001 r., a więc przed jedenastoma laty, pierwsza liga liczyła osiem zespołów. Nic dziwnego, że zabrakło w niej miejsca dla drużyn z Tarnowa i Rzeszowa, które są w niej obecnie, oraz Piły, która po latach powstaje jak Feniks z popiołów.

Tak więc w żużlu liczą się te same zespoły, których korzenie sięgają lat czterdziestych i pięćdziesiątych minionego stulecia. Siła tradycji w żużlowych ośrodkach jest czymś niezwykłym i niespotykanym w innych dyscyplinach sportu. Jest tylko jeden klub, który w żużlu osiągnął więcej niż inni, a dzisiaj walczy o przetrwanie i nie wiadomo, czy w ogóle wystartuje, choćby w drugiej lidze. To Rybnik, który 12 razy zdobywał tytuł mistrza Polski, a w latach sześćdziesiątych złoto kolekcjonował seryjnie - siedem razy pod rząd. Dopiero gorzowska Stal w 1969 r. przerwała jego złotą serię. Rybnik ma nie tylko piękną tradycję, ale też ładny stadion (gościł u siebie drużynowe mistrzostwa świata) oraz wiernych kibiców. Od dziesiątków lat znakomicie szkolił młodzież i zawsze bazował na swoich wychowankach. Nikt nie potrafi dzisiaj wyjaśnić zjawiska powolnej, acz systematycznej degradacji żużla w tym ośrodku. Można to próbować wytłumaczyć upadkiem sportu na Śląsku w ogóle, ale czy to wytłumaczenie nie jest zbyt proste? Przecież już po zamknięciu wielu kopalni i hut, Rybnik starał się walczyć w pierwszej lidze i stale wypuszczał w Polskę swoich wychowanków. Wielkie pole do popisu ma tu Polski Związek Motorowy, któremu dobro całego polskiego żużla winno leżeć na sercu i który powinien w chwili tak wielkiej potrzeby zmobilizować najbogatsze polskie kluby do pomocy. Śmierć Rybnika może mieć charaktery symboliczny i wielce niekorzystny dla całej dyscypliny. Dziesięć lat temu skapitulował inny śląski klub - Śląsk Świętochłowice i nigdy nie odżył. Jeśli tak się stanie z Rybnikiem - żużel na Śląsku przestanie istnieć.

Zastanawiające jest też inne zjawisko, które od ponad 20 lat można zaobserwować na mapie polskiego żużla. Otóż w kilku wielkich polskich miastach, w których żużel z powodzeniem uprawiano jeszcze długo po wojnie, próby jego reaktywacji dzisiaj są nieudane. A przecież w Warszawie, Krakowie, czy Łodzi - o tych miastach mówię - istnieje ogromny potencjał ludzi i pieniędzy. A jednak nie ma nikogo, kto w ciągu ostatnich 20 lat mógłby i chciał zainwestować w zespoły, które bądź nie mogą przetrwać dłużej niż kilka sezonów (Warszawa), bądź regularnie są "czerwoną latarnią" drugiej ligi, bądź nie mogą wznieść się ponad ligową szarzyznę (Łódź). Co takiego jest w żużlu, że szerokim łukiem omijają go polscy miliarderzy (oczywiście poza Romanem Karkosikiem), a bazuje on na fanatykach, którzy oddają mu całe serce, choć kasy często nie mają zbyt wiele (prezesi Robert Dowhan, Władysław Komarnicki, Marta Półtorak, Krystyna Kloc, Marian Maślanka, Józef Dworakowski) i wielu innych, nawet w niższych ligach (Witold Skrzydlewski w Łodzi).

Chciałoby się rywalizować nie tylko z odwiecznym rywalem, czyli Zieloną Górą, ale też z warszawską Skrą, Wandą Kraków, czy zespołem z Łodzi. Wówczas nikt nie mógłby powiedzieć, że żużel to sport małych i średnich miast. Wierzę, że to się zmieni, kiedy nasza liga (a nie żadne Grand Prix), będzie pokazywane przez światowe kanały sportowe.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

  • Jerzy Synowiec: Siła żużlowych tradycji thebird2 05.01.12, 13:26

    Mamy to szczęście na posiadanie Komarnickiego, dzieki któremu reanimowano Stal . Dzisiaj nie byłoby śladu po tym klubie i stadionie, który w latach 90 wpadł w rece prywaciarzy i ludzi »

Dołącz do nas na Facebooku