Jerzy Synowiec: To właśnie on jest największy
12.01.2012
, aktualizacja: 12.01.2012 11:29
Marek Cieślak to postać w polskim żużlu wyjątkowa. Właśnie został uznany najlepszym trenerem polskiego sportu i jest to honor jak najbardziej zasłużony, który należał mu się od dawna.
ZOBACZ TAKŻE
- Wychowanek ostatecznie odchodzi ze Stali. Za niego młody Gollob? (25-01-12, 11:31)
- Piotr Świst nadal jeździ, wraca do Polonii Piła (23-01-12, 21:11)
SERWISY
Jako żużlowiec należał do ścisłej krajowej czołówki w połowie lat siedemdziesiątych minionego stulecia. W 1974 roku zdobył ze swoją drużyną, w barwach której startował przez całą karierę - czyli Włókniarzem Częstochowa - ligowe złoto. Rok później, w finale indywidualnych mistrzostw Polski, rozgrywanym na częstochowskim torze, zdobył największą ilość punktów. Tyle tylko, że nasz Edward Jancarz wywalczył ich tyle samo. Baraż o tytuł mistrza kraju był pasjonujący, ale wygrał go Jancarz. Srebro było dla Cieślaka i tego wyniku indywidualnie już nie poprawił. W kolejnym 1976 roku zdobył Złoty Kask, które to trofeum miało wówczas swoją wartość. Ma w swojej kolekcji kilka medali drużynowych mistrzostw świata, w tym srebro zdobyte w 1976 r. na londyńskim torze White City, gdzie Polacy ulegli po ostrym boju jedynie Australii, co wówczas było radosnym i niespodziewanym sukcesem. 7 punktów Cieślaka było fundamentem sukcesu. Kibice pamiętają go jako zawodnika zadziornego, walecznego, który nigdy nie odpuszczał. Taka też była cała jego klubowa drużyna - Włókniarz Częstochowa, w barwach której jeździli poza nim Andrzej Jurczyński, Zenon Urbaniec i najbarwniejszy z nich - Józef Jarmuła.
Największe swoje sukcesy Marek Cieślak osiągnął jako szkoleniowiec. Już kilka lat temu Jason Crump twierdził, że jest on najlepszym trenerem na świecie. Na tym polu Marek Cieślak nie miał i nie ma sobie równych i jeśli chodzi o zespoły klubowe i reprezentację Polski. Złoto w światowej drużynówce, zwanej obecnie Drużynowym Pucharem Świata, zdobył Cieślak już cztery razy, z tego trzy razy pod rząd w ostatnich trzech latach. Znając siłę polskiej drużyny i plany trenera zasilenia jej młodzieżą (czytaj: braćmi Pawlickimi oraz Janowskim) to jestem spokojny o kolejne tytuły, zdobywane seryjnie.
Jako trener zespołów klubowych nasz laureat zdobywał złoto z Włókniarzem, Atlasem Wrocław i ostatnio z Falubazem Zielona Góra, a oprócz złota ma też worek innych medali. Jego klasę najlepiej ilustrują trzy wybrane przeze mnie wydarzenia. Pierwsze to zdobycie z Falubazem złotego medalu, choć już na początku sezonu ubył mu jeden z liderów - Rafał Dobrucki, a w półfinałowej potyczce ze Stalą Gorzów nie mógł w rewanżu skorzystać z kolejnego lidera - Grega Hancocka. Jego półfinałowa i finałowa taktyka to majstersztyk trenerskiego rzemiosła. Drugie zdarzenie to finał play-off z Atlasem w 2004 r. Absolutnym faworytem finału była wtedy Unia Tarnów, mająca w swoim składzie braci Gollobów i Tony Rickardssona. Na rewanż na tarnowskim torze wrocławianie jechali w ledwie pięcioosobowym składzie, bo kilku zawodników odniosło kontuzje. A mimo to zespół do 14. biegu mógł zdobyć złoto, bo jechał fantastycznie. Jednak w pierwszym nominowanym wyścigu mógł wystartować tylko jeden zawodnik Atlasu, bo reszta już wykorzystała limit startów oraz zastępstw. O przegranej zdecydowała więc tylko siła wyższa. Trzecie wydarzenie to tzw. afera tłumikowa z początku ubiegłego roku. Polscy żużlowcy niemal gremialnie ogłosili bojkot nowych tłumików, do którego to bojkotu nie przyłączył się ku zdumieniu wszystkich Marek Cieślak. Trener twierdził, że zawodnicy nie mają racji i powinni to sobie szybko uprzytomnić. Okazało się, że to on miał rację i całą pożal się Boże aferę szybko schowano pod dywan.
Cieślak jest więc wielki, największy. I boję się tego, że zostając w tym roku trenerem Unii Tarnów przesądził na nasze nieszczęście kwestię złota w rozgrywkach ligowych w sezonie 2012. Ma zespół jakiego sobie zażyczył, a to oznacza, że jego cel jest tylko jeden - zwycięstwo.
Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny
Największe swoje sukcesy Marek Cieślak osiągnął jako szkoleniowiec. Już kilka lat temu Jason Crump twierdził, że jest on najlepszym trenerem na świecie. Na tym polu Marek Cieślak nie miał i nie ma sobie równych i jeśli chodzi o zespoły klubowe i reprezentację Polski. Złoto w światowej drużynówce, zwanej obecnie Drużynowym Pucharem Świata, zdobył Cieślak już cztery razy, z tego trzy razy pod rząd w ostatnich trzech latach. Znając siłę polskiej drużyny i plany trenera zasilenia jej młodzieżą (czytaj: braćmi Pawlickimi oraz Janowskim) to jestem spokojny o kolejne tytuły, zdobywane seryjnie.
Jako trener zespołów klubowych nasz laureat zdobywał złoto z Włókniarzem, Atlasem Wrocław i ostatnio z Falubazem Zielona Góra, a oprócz złota ma też worek innych medali. Jego klasę najlepiej ilustrują trzy wybrane przeze mnie wydarzenia. Pierwsze to zdobycie z Falubazem złotego medalu, choć już na początku sezonu ubył mu jeden z liderów - Rafał Dobrucki, a w półfinałowej potyczce ze Stalą Gorzów nie mógł w rewanżu skorzystać z kolejnego lidera - Grega Hancocka. Jego półfinałowa i finałowa taktyka to majstersztyk trenerskiego rzemiosła. Drugie zdarzenie to finał play-off z Atlasem w 2004 r. Absolutnym faworytem finału była wtedy Unia Tarnów, mająca w swoim składzie braci Gollobów i Tony Rickardssona. Na rewanż na tarnowskim torze wrocławianie jechali w ledwie pięcioosobowym składzie, bo kilku zawodników odniosło kontuzje. A mimo to zespół do 14. biegu mógł zdobyć złoto, bo jechał fantastycznie. Jednak w pierwszym nominowanym wyścigu mógł wystartować tylko jeden zawodnik Atlasu, bo reszta już wykorzystała limit startów oraz zastępstw. O przegranej zdecydowała więc tylko siła wyższa. Trzecie wydarzenie to tzw. afera tłumikowa z początku ubiegłego roku. Polscy żużlowcy niemal gremialnie ogłosili bojkot nowych tłumików, do którego to bojkotu nie przyłączył się ku zdumieniu wszystkich Marek Cieślak. Trener twierdził, że zawodnicy nie mają racji i powinni to sobie szybko uprzytomnić. Okazało się, że to on miał rację i całą pożal się Boże aferę szybko schowano pod dywan.
Cieślak jest więc wielki, największy. I boję się tego, że zostając w tym roku trenerem Unii Tarnów przesądził na nasze nieszczęście kwestię złota w rozgrywkach ligowych w sezonie 2012. Ma zespół jakiego sobie zażyczył, a to oznacza, że jego cel jest tylko jeden - zwycięstwo.
Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



