Torunianom opadły szczęki
29.10.2009
, aktualizacja: 29.10.2009 09:45
Zbyt są żywe i mocne wrażenia z sobotniej i niedzielnej potyczki w finale play-off pomiędzy Unibaksem Toruń i Falubazem Zielona Góra, aby można było udawać, że są w tej chwili inne, ważniejsze żużlowe tematy.
ZOBACZ TAKŻE
- Synowiec: Kobiety w żużlu (12-11-09, 15:35)
SERWISY
Piszą o tym wszyscy, więc i ja skreślę kilka słów, bo jestem, co tu dużo kryć, pod wrażeniem. Nie o sam wynik i tytuł mi chodzi, choć wszystko do tego się sprowadza. Jestem mianowicie pod wrażeniem tego jak zielonogórski klub zbudował w ciągu jednego dnia nowy tor, nie mając żadnych w tej mierze doświadczeń, a że jest to niełatwe i pewno bardzo kosztowne, mogliśmy się przekonać na wielu turniejach Grand Prix. Nie tylko to zwróciło moją uwagę. Wcześniej kilka razy chwaliłem zielonogórskich kibiców za fenomenalny doping, ale to, co pokazali w Toruniu wprost nie mieści się w głowie. W ciągu kilkunastu godzin, które dzieliły mecz w Zielonej Górze od pojedynku w Toruniu potrafili tak się zorganizować i tak licznie przybyć na Motoarenę, że fanom gospodarzy opadły szczęki. O oprawie spotkania też można powiedzieć tyle, że palce lizać. Nic dziwnego, że w takiej atmosferze żużlowcom chciało się chcieć i pomimo rażących błędów sędziego Terleckiego (niezauważony lotny start Sullivana oraz niesłuszne wykluczenie Dobruckiego), nie dali sobie wydrzeć zwycięstwa.
Co my gorzowianie powinniśmy zrobić, aby taki finał play-off stał się i naszym udziałem? Aby w przyszłym roku nie dotknęło nas nieszczęście kilka razy wpieprz od przyjaciół z południa i koniec sezonu już w sierpniu? O kibiców jestem spokojny. Oni przez ostatnich kilka lat dali dowody swojej wierności i bezgranicznego oddania klubowi, przymykając oko na to, że Stali było coraz mniej Gorzowa. Boję się jednak o działaczy i samych żużlowców. Choć od ostatniego meczu ligowego upłynęły już dwa miesiące, nie mogę się doczekać rzetelnego rozliczenia sezonu i wskazania: kto i co zawiodło. Prezes musiałby oddać trochę swojego imperium innym, mniej palić cygar i mniej pić calvadosu, popisać się prawdziwą rzeczowością. Hołubienie jednego żużlowca, nawet jeśli jest on wicemistrzem świata, musi ustąpić równemu traktowaniu wszystkich. Trzeba przestać mamić kibiców wizją półfinału DPŚ jako wielkiego wydarzenia sportowego i Grand Prix za trzy, czy pięć lat. Trzeba stworzyć zespół, w którym znajdą miejsce gorzowscy juniorzy i zawodnicy, którym będzie się chciało - odróżnią Gorzów od Chorzowa. Miast rozbudowywać VIP-owską wieżyczkę na stadionie do bizantyjskich rozmiarów (kto tam do licha ma "urzędować"?) trzeba zrobić porządne parkingi i toalety dla kibiców, a w drużynę tchnąć ducha zwycięstwa. Boję się jednak, że nieco lepsza leszczyńska wersja Okoniewskiego do tego celu nas nie przybliży.
Z Zieloną Górą da się wygrać (ostatni raz w miniony poniedziałek). Tylko trzeba zapytać jak to zrobić trenera tenisistów stołowych Gorzovii Romus - Szymona Kulczyckiego.
Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali
Co my gorzowianie powinniśmy zrobić, aby taki finał play-off stał się i naszym udziałem? Aby w przyszłym roku nie dotknęło nas nieszczęście kilka razy wpieprz od przyjaciół z południa i koniec sezonu już w sierpniu? O kibiców jestem spokojny. Oni przez ostatnich kilka lat dali dowody swojej wierności i bezgranicznego oddania klubowi, przymykając oko na to, że Stali było coraz mniej Gorzowa. Boję się jednak o działaczy i samych żużlowców. Choć od ostatniego meczu ligowego upłynęły już dwa miesiące, nie mogę się doczekać rzetelnego rozliczenia sezonu i wskazania: kto i co zawiodło. Prezes musiałby oddać trochę swojego imperium innym, mniej palić cygar i mniej pić calvadosu, popisać się prawdziwą rzeczowością. Hołubienie jednego żużlowca, nawet jeśli jest on wicemistrzem świata, musi ustąpić równemu traktowaniu wszystkich. Trzeba przestać mamić kibiców wizją półfinału DPŚ jako wielkiego wydarzenia sportowego i Grand Prix za trzy, czy pięć lat. Trzeba stworzyć zespół, w którym znajdą miejsce gorzowscy juniorzy i zawodnicy, którym będzie się chciało - odróżnią Gorzów od Chorzowa. Miast rozbudowywać VIP-owską wieżyczkę na stadionie do bizantyjskich rozmiarów (kto tam do licha ma "urzędować"?) trzeba zrobić porządne parkingi i toalety dla kibiców, a w drużynę tchnąć ducha zwycięstwa. Boję się jednak, że nieco lepsza leszczyńska wersja Okoniewskiego do tego celu nas nie przybliży.
Z Zieloną Górą da się wygrać (ostatni raz w miniony poniedziałek). Tylko trzeba zapytać jak to zrobić trenera tenisistów stołowych Gorzovii Romus - Szymona Kulczyckiego.
Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Torunianom opadły szczęki
aaadddaaammm158
29.10.09, 13:02
Większa wieżyczka więcej hektolitrów piwa dla naszych radnych - kibiców niewspierających finansowo klubWiekszy stadion dla kogo?Przedziez wsi w koło gorzowa nieprzybywa a ceny biletów »
Najczęściej czytane24 htydzień



