Jerzy Synowiec: O co chodzi weteranom?

Jerzy Synowiec
29.07.2010 , aktualizacja: 29.07.2010 09:52
A A A Drukuj
W czasie trwającego żużlowego Drużynowego Pucharu Świata warto zwrócić uwagę na pewna ciekawostkę. O wielkich wynikach i sile poszczególnych reprezentacji decydują młodzi żużlowcy. Chwalebnymi wyjątkami są Tomasz Gollob i Greg Hancock. Zupełnie inaczej jest w rozgrywkach ligowych.

Fot. Archiwum
Na obrzeżach wielkiego speedway'a, w Polsce, w Szwecji, a przede wszystkim w Anglii w niższych ligach, jeżdżą i mają się dobrze dawne sławy. Idąc dalej, należy zwrócić uwagę na fakt, że tylko w tym roku na polskie tory powróciło trzech wiekowych i doświadczonych, choć chyba wypalonych zawodników - Robert Sawina, Tomasz Bajerski i Mariusz Staszewski. Odosobnionym, bardzo ciekawym przypadkiem jest młodszy Rafał Szombierski. Jako jedyny, po dwóch latach przerwy wrócił do sportu i zaskakuje wynikami w najwyższej klasie rozgrywkowej, gdzie obok Rune Holty jest najjaśniejszą postacią ekipy z Częstochowy. Jak wieść niesie, przez rok bardzo ciężko pracował fizycznie u naszych zachodnich sąsiadów. Przez ten czas dojrzał, poukładał wszystkie swoje sprawy rodzinne i korzystając z wyciągniętej ręki Mariana Maślanki powrócił do sportowego życia. U progu sezonu, gdy prezes częstochowskich "Lwów" ogłosił, że "Szumina" przywdzieje plastron ekipy spod Jasnej Góry, wielu pukało się w czoło. Tymczasem Szombierski po dwóch latach nieobecności na torach (epizodycznych, kompletnie nieudanych startów na Ukrainie nie liczę), zaczął od razu solidnie punktować w speedway ekstralidze. Ta jakże piękna i pozytywna historia powrotu z żużlowych zaświatów jest jednak absolutnie wyjątkowa.

Już w trakcie sezonu w Ostrowie, w obliczu coraz słabszej postawy Adama Kajocha i Shana Parkera bracia Garncarkowie "odkurzyli" Roberta Sawinę. Wychowanek toruńskiego Apatora, wicemistrz Polski z 2001 roku i od czterech lat wzięty trener, znowu jeździ na motocyklu. Człowiek z coraz większą renomą żużlowego instruktora znowu zapragnął ścigać się z całych sił. Jest to intrygujące, ponieważ prowadzi on ponadto spory rodziny biznes (tartak) i chyba to naprawdę nie finanse odegrały decydującą rolę w podjęciu decyzji o "come backu". Nasz gorzowski Mariusz Staszewski, poszedł w ślady "Sawki" i z powodzeniem ściga się z nim w barwach ostrowskiego Holdikomu. Myśli o awansie do pierwszej ligi i notuje naprawdę przyzwoite wyniki. Osobnym przypadkiem jest noszony kiedyś na rękach i w Toruniu i w Gorzowie Tomasz Bajerski. On w odróżnieniu od wyżej wymienionych nie może solidnie zapunktować. Zawsze byłem ciekaw, co tak ciągnie na tor byłych i wiekowych lokalnych matadorów. Pieniądze, dawne wspomnienia, sportowe emocje, lokalna sława? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Ja na miejscu nadal startujących Havelocka, Screena, Gustafssona, Bajerskiego czy Sawiny wolałbym w zdrowiu przejść na sportowy odpoczynek i zająć się czymś bezpieczniejszym. Chociaż po części trochę ich rozumiem, bardzo ciężko odchodzi się od zajęć i rzeczy, które się kocha i którym się bezgranicznie poświęciło. Myślę jednak, że to tylko w tenisie stołowym czy golfie starzy mistrzowie do końca swoich karier dyktują warunki i naprawdę nadają kolorytu ukochanym dyscyplinom. Nie wiem czy ktoś wyobraża sobie świat ping ponga bez Joergena Perssona, który mając czterdzieści cztery lata doszedł na sam szczyt olimpijskich rozgrywek w Pekinie albo świat golfa bez Phila Mickelsona.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Dołącz do nas na Facebooku