Żużel dla niesłyszących
15.01.2010
, aktualizacja: 15.01.2010 13:32
W obliczu transferowych emocji, niewiele pisze się i mówi o zmianach, jakie czekają nas od kwietnia. Teoretycznie, to dyrektywy Unii Europejskiej dążą do stopniowego obniżenia głośności silników, we wszystkich odmianach sportów motocyklowych. "Oberwało się" już wyścigom motocyklowym, motocrossowi, enduro i trialowi. Od 2010 r. w żużlowych imprezach rangi FIM i UEM oraz ligach skandynawskich, będą obowiązywały jedynie tłumiki firm Akrapovic i Prodrive.
Większą sprzedaż z pewnością zanotuje jednak ta pierwsza, bo głównie Słoweńcy prowadzili badania i jako pierwsi otrzymali homologację FIM. No i swoje zarobią. Cena nowych tłumików waha się od półtora do trzech tysięcy złotych. Jako jednorazowy wydatek. Do tego znacznie częstsze przeglądy oraz naprawy silników, żeby się nie posypały. Po świecie jeździ około trzystu zawodników, z czego stu ściga się w trzech ligach (ci potrzebują plus minus sześciu tłumików). Czyli średnio licząc trzy sztuki na każdego, spośród trzystu, daje nam około tysiąca tłumików. Nie liczę żużla na lodzie, długim torze, itd.
W zakresie bardzo niechcianej przez zawodników decyzji o wprowadzeniu nowych wydechów, oliwy do ognia dolali mieszkańcy brytyjskiego Birmingham. Tamtejszy tor otoczony ruchliwymi drogami, znajduje się w pobliżu domów mieszkalnych. Władze miasta postawiły ultimatum, aby stanęły tam ekrany dźwiękoszczelne (za 50 tys. funtów), albo zawodnicy jeździli na testowanych wówczas tłumikach. Jest małe "ale". Według pomiarów, ruch miejski w szczycie jest znacznie głośniejszy, niż czterech facetów na motorach. Ktoś więc wywąchał interes i odpowiednie komisje unijne temat "klepnęły".
Jakie zmiany niosą nowe tłumiki? Przede wszystkim mniejszy hałas, który nomen omen, kibice kochają równie jak zapach żużlowych spalin. Na dystansie dwóch metrów, przy odpowiednim ustawieniu obrotów silnika, wynosi on 115 a nie 125 decybeli. Czyli o 10 mniej. Różnica jest większa, kiedy poziom dźwięku jest mierzony w górnych sektorach trybun. Poprzez ograniczenia, żużel może stać się dyscypliną mniej dynamiczną. Zawodnicy będą bowiem zmuszeni odkręcać prędzej gaz, żeby paliwo mogło normalnie przepłynąć przez tłumik. Wynalazek będzie też nieco inaczej wyglądał. Przypomina raczej rurę wydechową a'la Batman.
Co prawda charakterystyka motocykli nie ulegnie znacznej zmianie, to nowe tłumiki mogą wpłynąć na wyniki niektórych żużlowców. Zawodnikom jeżdżącym "na rękę", nie powinno to przeszkadzać, jednak liczną grupę stanowią jeżdżący "na słuch". Podobnie jak podczas jazdy samochodem. Niektórzy kierowcy potrzebują obrotomierza przy liczniku, innym wystarczy dźwięk silnika samochodu. Zatem w przypadku żużlowców bazujących na głośności silnika, może zacząć się motanie. "Majster doprężyć, albo mocniejszą krzywkę założyć, bo nie idzie".
Wszystko wskazuje na to, że i u nas w kraju, dojdzie do zmiany przepisów. Jak wszyscy, to wszyscy. Choć to nieco inna sprawa, ale nakaz jazdy na cichszych wydechach, przypomina mi wdrożenie przepisu o otwarciu polskich bram na obcokrajowców. Zabili nam szkolenie, a teraz biorą się za obniżanie decybeli. Fajnie skomentował to złotousty Sławek Drabik, odpowiadając, "to niech nam jeszcze hamulce założą". W Gorzowie, odkąd pamiętam, nawet na Piaskach słychać było, kiedy odbywał się trening. Wsiadaliśmy z chłopakami na rowery i gnaliśmy popatrzeć, poczuć zapach i posłuchać.
Jacek Dreczka - spiker na zawodach żużlowych
W zakresie bardzo niechcianej przez zawodników decyzji o wprowadzeniu nowych wydechów, oliwy do ognia dolali mieszkańcy brytyjskiego Birmingham. Tamtejszy tor otoczony ruchliwymi drogami, znajduje się w pobliżu domów mieszkalnych. Władze miasta postawiły ultimatum, aby stanęły tam ekrany dźwiękoszczelne (za 50 tys. funtów), albo zawodnicy jeździli na testowanych wówczas tłumikach. Jest małe "ale". Według pomiarów, ruch miejski w szczycie jest znacznie głośniejszy, niż czterech facetów na motorach. Ktoś więc wywąchał interes i odpowiednie komisje unijne temat "klepnęły".
Jakie zmiany niosą nowe tłumiki? Przede wszystkim mniejszy hałas, który nomen omen, kibice kochają równie jak zapach żużlowych spalin. Na dystansie dwóch metrów, przy odpowiednim ustawieniu obrotów silnika, wynosi on 115 a nie 125 decybeli. Czyli o 10 mniej. Różnica jest większa, kiedy poziom dźwięku jest mierzony w górnych sektorach trybun. Poprzez ograniczenia, żużel może stać się dyscypliną mniej dynamiczną. Zawodnicy będą bowiem zmuszeni odkręcać prędzej gaz, żeby paliwo mogło normalnie przepłynąć przez tłumik. Wynalazek będzie też nieco inaczej wyglądał. Przypomina raczej rurę wydechową a'la Batman.
Co prawda charakterystyka motocykli nie ulegnie znacznej zmianie, to nowe tłumiki mogą wpłynąć na wyniki niektórych żużlowców. Zawodnikom jeżdżącym "na rękę", nie powinno to przeszkadzać, jednak liczną grupę stanowią jeżdżący "na słuch". Podobnie jak podczas jazdy samochodem. Niektórzy kierowcy potrzebują obrotomierza przy liczniku, innym wystarczy dźwięk silnika samochodu. Zatem w przypadku żużlowców bazujących na głośności silnika, może zacząć się motanie. "Majster doprężyć, albo mocniejszą krzywkę założyć, bo nie idzie".
Wszystko wskazuje na to, że i u nas w kraju, dojdzie do zmiany przepisów. Jak wszyscy, to wszyscy. Choć to nieco inna sprawa, ale nakaz jazdy na cichszych wydechach, przypomina mi wdrożenie przepisu o otwarciu polskich bram na obcokrajowców. Zabili nam szkolenie, a teraz biorą się za obniżanie decybeli. Fajnie skomentował to złotousty Sławek Drabik, odpowiadając, "to niech nam jeszcze hamulce założą". W Gorzowie, odkąd pamiętam, nawet na Piaskach słychać było, kiedy odbywał się trening. Wsiadaliśmy z chłopakami na rowery i gnaliśmy popatrzeć, poczuć zapach i posłuchać.
Jacek Dreczka - spiker na zawodach żużlowych
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
15 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



