Daniel Siczyński: Nie straszcie dzieci żużlem

Daniel Siczyński
28.12.2010 , aktualizacja: 28.12.2010 10:33
A A A Drukuj
Jak się chce uderzyć psa, to kij zawsze się znajdzie. Dokładnie tak jest teraz w Gorzowie, w związku z ogłoszeniem przez prezydenta Jędrzejczaka propozycji budżetu na rok 2011 i finansowania sportu. W roli "czarnego luda" - żużel - pisze Daniel Siczyński, rzecznik Stali Gorzów
Daniel Siczyński - rzecznik Stali Gorzów
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Daniel Siczyński - rzecznik Stali Gorzów
Za oknami zima, a w mediach i na sportowych forach internetowych prawdziwa gorączka. Powodem temat zawsze rozpalający emocje, czyli pieniądze, a raczej ich brak. Gorzkie żniwo kryzysu przyjdzie nam zbierać już w przyszłym roku. Deficyt budżetowy dotyka nas w skali makro, ale również i mikro, na poziomie samorządu. Niższe wpływy z podatków, kiepska koniunktura na sprzedaż nieruchomości sprawiają, że budżety wielu miast będą nastawione na przetrwanie. Gorzowa również, co odbije się na wielu dziedzinach życia. Choćbyśmy zaklinali rzeczywistość, to rok 2011 nieuchronnie stanie pod znakiem zaciskania pasa.

Propozycja prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka to dla środowisk sportowych szok. Dla niektórych oznacza koniec egzystencji lub kompletną zmianę profilu działalności. Niestety, trzeba sobie to powiedzieć otwarcie: przespaliśmy czas na ustanowienie spójnego, opartego o przejrzyste kryteria systemu finansowania klubów sportowych i teraz przyjdzie nam działać w trybie kryzysowym.

W czasie kampanii wyborczej, jeden z kandydatów na prezydenta Gorzowa, zaprosił przedstawicieli klubów na spotkanie, by w toku dyskusji wypracować satysfakcjonujący mechanizm finansowania. Padła propozycja powrotu do pomysłu z ustaleniem widełek wkładu miasta w stosunku do budżetu klubu. Radni uchwalili ten poziom na 30 proc., ale z pomysłu szybko się wycofali. Teraz jedne dyscypliny dostają środki na poziomie około 30 proc. (koszykówka i żużel), inne 70 i więcej. Co się okazało? Tylko koszykówka i żużel optowały za tym systemem. To raczej nie przypadek, bo oba podmioty mają stabilne podstawy organizacyjno-finansowe, oparte na przejrzystych regułach.

W przypadku Stali to ramy spółki akcyjnej, gdzie każdy przepływ finansowy jest poddany szczegółowej kontroli. Jesteśmy solidnym, stabilnym partnerem, dającym potencjał promocyjny dzięki organizacji imprez, a także przyciągający sponsorów i tysiące kibiców na zawody ligowe. Wspomniałem o transmisjach w TVP i Canal +? Tak, wiem, koszykarki mają sukcesy w kraju, grają w Eurolidze, pokazuje je Eurosport, wciąż nie mając hali z prawdziwego zdarzenia. Wierzę jednak, że tytaniczna praca środowiska i trenera Dariusza Maciejewskiego nie pójdzie na marne. Hala w Gorzowie powstać musi, nie ma co do tego dwóch zdań, i powstanie. Czas nagli, gdyż powoli kończy się oferta oparta na środkach unijnych i po roku 2013 będzie jeszcze trudniej o środki z zewnątrz.

Ostatnie wypowiedzi przedstawicieli środowisk sportowych są znamienne. Żużel przedstawiany jest jako żarłoczny glon, który pochłania niezbędny do życia innym tlen. Padają przy tym argumenty o jego marginalnej roli w świecie sportu, o tym, że się kończy, czy też, że nie jest to w ogóle dyscyplina sportowa, ale wielki objazdowy cyrk. Efektowne konstrukcje i parabole, ale to nie zmienia faktu, że to w tej chwili jedyna chyba konkurencja, w której nie mamy sobie równych. W końcu mamy mistrza i wicemistrza świata, złotą drużynę. A my co? Ściągamy za nogi w dół. Jakie to polskie. W tym roku najpopularniejszym sportowcem Polski zostanie najpewniej Justyna Kowalczyk. Tomasz Gollob ma pecha, bo wygrał Grand Prix w roku olimpijskim. Ktoś zadaje sobie pytanie ilu Polaków biega na deskach po śniegu? Albo lata na nartach jak kolejny faworyt na podium PS Adam Małysz? No i jak tu teraz szermować argumentem o popularności piłki nożnej, kiedy naszą reprezentację biją w rankingach rywale coraz egzotyczniejsi. Zestawić masowość jednej dyscypliny z sukcesami innej można, tylko wnioski z tego nie do każdej tezy pasują.

Podziwiam szczerze sukcesy Lecha Poznań, ale pokazują one jedynie, jak wyjątkowe są w skali całego kraju. To dla nas wzorzec również organizacyjny, bo udowadnia, że na nowoczesnym stadionie można zarabiać (bilety, gadżety, koncerty). Wszystko to za pieniądze podatników, ale i dla nich.

Tak, to prawda, żużel kosztuje. Tyle tylko, że budżet klubu to w najmniejszej części środki z miasta. Reszta to efekt pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Przygotowanie oferty, nawiązywanie kontaktów. Sponsoring przez PGE Drużynowy Puchar Świata był efektem żmudnych negocjacji, ale dzięki temu wejściówki kosztowały tyle co bilet do kina. Ulgowy

Prezes Komarnicki na poziomie prezesów wielkich firm, a handlowcy - lokalnego biznesu. Podpisują umowy, budując podstawy klubowej egzystencji. Klub to nie tylko sport, to również marketing, działalność charytatywna, z balem na rzecz hospicjum na czele, wspieranie akcji społecznych. Sponsorzy wiedzą, że Stal to marka, z którą warto się związać. Wiem, wciąż nie ma wyniku sportowego na poziomie krajowym, chociaż juniorzy zgarnęli całą pulę. Kończąc wątek tłumaczeń za sezon zakończony pechowo na szóstym miejscu przypomnę tylko ujmujące w swej prostocie wyznanie niegdysiejszego sternika klubu. Szło to ni mniej, ni więcej tak, że Stal spadła z ligi tylko dlatego, że Śwista w końcówce sezonu 2002 dopadła poważna kontuzja. Czyli jak Kali spadał z ligi z hukiem, zostawiając po sobie długi, to w porządku, bo jeden zawodnik nie mógł jechać. Jeśli jednak w innym przypadku, z tego samego powodu wypadliśmy z play-off, to be i nic, tylko w worku pokutnym siedzieć? Cóż, można i tak. Może to zostać odebrane jako arogancja, ale osiągnęliśmy moment, w którym uniezależniliśmy się od doraźnego sukcesu sportowego. Wiem, że krytyków może to irytować.

Pewien dziennikarz rzucił kiedyś w żartach hasło, żeby prezes Komarnicki przeszedł do piłki. Znając jego upór, który czasem przyprawia współpracowników o siwe skronie, pewnie i tam dałby radę, choć sam wzmiankowany powtarza, że w żużlu przynajmniej nie ma Fryzjerów. Inni działacze powinni uczyć się od niego biznesowego podejścia. Bez kreatywności zamiast bierności, bez aktywności zamiast wyciągania tylko ręki po środki z budżetu, sukcesów nie będzie. Stadion przy Śląskiej zostanie wreszcie, co wciąż podkreślam, dokończony. Będzie areną barażu i finału DPŚ, a także Grand Prix. Bez prezydenta Jędrzejczaka, ale - o czym rzadko się mówi - również bez woli większości radnych, tych imprez by nie było. Nie mówi się też publicznie o tym, że również klub wyasygnował spore środki. Decyzja została starannie przemyślana, oceniono potencjał promocyjny imprezy, klub przygotował atrakcyjną ofertę. W tym roku Gorzów mocno zaistnieje na mapie imprez sportowych. O bilety pytają kibice z Danii, Szwecji i Niemiec. Część hoteli już ma zabukowane miejsca na te terminy. Po transferze Duńczyków niewykluczone, że powstanie duński sektor na meczach ligowych. Wiem, bo sam sprzedałem 50 karnetów na cały sezon dla grupy z kraju Hamleta. A to dopiero początek boomu. Wracając na koniec do kwestii finansowania sportu. Jeden z radnych, który głosował przeciw wykupieniu praw do GP, powiedział niedawno, że ma sposób na rozwiązanie problemów klubów. Wystarczy, że Stal Gorzów odda zyski z DPŚ i GP na ich potrzeby Sygnał jest jasny: nie martwcie się, zła Stal rozwiąże wszystkie wasze problemy. Wy tylko zaczekajcie, nie róbcie nic, bo i tak nic się nie da zrobić. Oj, Beckett miałby używanie.

Daniel Siczyński - rzecznik Stali Gorzów

Podziel się

  • 24 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

  • Daniel Siczyński: Nie straszcie dzieci żużlem blic 28.12.10, 11:28

    1. To nie Stal zapłaciła za prawo organizacji GP, tylko podatnik gorzowski.2. Hala dla koszykówki i innych nie powstała i nie powstaje. Stadion żużlowy nie jest efektem sprawności Stali, ale»

  • Frytki sprzedawajcie, danny_boy 29.12.10, 17:05

    Propozycja prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka to dla środowisk sportowych szok. Dla niektórych oznacza koniec egzystencji lub kompletną zmianę profilu działalności.Podsumowując: frytki »

Dołącz do nas na Facebooku