Siczyński: Na barykadzie sentymentalizmu i populizmu

Daniel Siczyński
03.02.2011 , aktualizacja: 03.02.2011 10:29
A A A Drukuj
Uff, wygląda na to, że przynajmniej na moment możemy odetchnąć z ulgą. Pieniądze na gorzowski sport się znalazły, teraz ten skromny torcik trzeba będzie podzielić - pisze Daniel Siczyński, rzecznik Stali.
Daniel Siczyński, rzecznik Stali Gorzów
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Daniel Siczyński, rzecznik Stali Gorzów
Choćbyśmy chcieli, to czasu nie cofniemy. Nie będziemy tak piękni i młodzi jak w mitycznej krainie szczęścia. Wspomnienia kłamią jak najęte i jeśli to one są odniesieniem do rzeczywistości, to nie dziwota, że obraz wychodzi nam niezwykle wykrzywiony. Sentymentalizm i jego pochodna w postaci populizmu wydają właśnie skwaśniałe owoce.

Uff, wygląda na to, że przynajmniej na moment możemy odetchnąć z ulgą. Pieniądze na gorzowski sport się znalazły, teraz ten skromny torcik trzeba będzie podzielić. Z uwagą będziemy tę konsumpcję obserwować, zwłaszcza że teraz będzie niemal niemożliwe, aby biesiadnicy za czas jakiś zawołali: dokładka! Szkoda tylko, że stało się to, co przewidywałem jakiś czas temu. Marsz pod antystalowskimi hasłami, a na czele pochodu twarze znane z filmu nakręconego kilka lat temu w Gorzowie przez BBC. O ile pamięć mnie nie myli, to po interwencji właśnie "Gazety" zapadły wówczas nawet wyroki. Jak na mój gust kiepska wizytówka przedsięwzięcia reklamowanego jako marsz troski o lokalny sport, choć nie ujmuję organizatorom dobrych intencji.

Wracajmy jednak na żużlowe podwórko. Zawodnicy Stali intensywnie przygotowują się do sezonu. Juniorzy pod okiem trenerów na miejscu, zaś zawodnicy zagraniczni oraz Tomasz Gollob mają indywidualne cykle treningowe. Okazją do weryfikacji poziomu tych przygotowań będzie z pewnością turniej halowy w duńskim Herning, w którym wystartuje cały nasz duński zaciąg oraz aktualny mistrz świata. Do Danii wybiera się specjalnie z tej okazji ekipa trenerów i pracowników marketingu Stali. Owoce tej wizyty kibice będą mogli śledzić już niebawem dzięki Stal TV. Staramy się spełniać obietnicę o docieraniu z kamerą tam, gdzie raczej nie pojawiają się ekipy telewizyjne.

Niedawno podsumowaliśmy jubileuszowy bal charytatywny na rzecz Hospicjum św. Kamila w Gorzowie. Skaldowie grali, goście się bawili i ochoczo otwierali swe portfele. W tym roku czek opiewa na rekordową sumę 225 tysięcy złotych. Władysław Grzywna, który licytacje i bal, wespół z Pawłem Owczarskim, poprowadził po raz kolejny, a na tego typu imprezach "zjadł zęby" w kuluarach powiedział mi, że to wręcz nieprawdopodobny wynik. - W czasie kryzysu, zaraz po Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy? Nie wierzę! - mówił. A jednak, w czym po raz kolejny niemała zasługa prowadzącego. Choć nie o rekordy tu chodzi, ale o pomoc niezwykłej placówce, to są to powody do olbrzymiej satysfakcji, czego nie ukrywał prezes Komarnicki. Już zresztą zapowiedział, że za rok kolejny bal.

Zima w klubie to czas pracowity. Przygotowanie ofert reklamowych, setek pism, imprez promocyjnych, patronatów medialnych, itp., itd. Wszystko po to, żeby maszynerię organizacyjną dopracować do poziomu automatyzmu, a sezonie tylko ją oliwić. Nie ma miejsca na improwizację i dodatkowe, mało istotne z punktu widzenia schematu działania.

Dlatego niechętnie wdaję się w przepychanki z naczelnym krytykiem klubu, gdyż rzecznik ma istotniejsze, rzeczywiste problemy do rozwiązania zamiast polemik. Z litanii zamieszczonej w przedostatnim felietonie nie wynika nic, czego nie wiedzielibyśmy wcześniej. Zasadniczym problemem Stali wydaje się być najzwyczajniej w świecie fakt, że u jej steru nie stoi strażnik tradycji i jedyny gwarant sukcesów - pan mecenas.

Cenię i szanuję stałego kolumnistę GW za sukcesy, jakie osiągnął pod jego rządami klub oraz jego działalność społecznikowską. Projekt upamiętnienia ważnych dla historii miasta postaci jest wart każdej nagrody. Tym bardziej nie mogę zrozumieć zapiekłej niechęci do klubu, z którym przez tyle lat był związany. Uważam, że trzeba mieć albo słabą pamięć, albo niebywałą zdolność do wypierania ze świadomości niewygodnych faktów, żeby niczym paproszek z poły płaszcza zrzucić z siebie odpowiedzialność za stan i losy Stali na początku XXI wieku.

Owszem, de iure do spadku ręka nie została przyłożona, gdyż mecenasa we władzach klubu wówczas już nie było, ale de facto upadek gorzowskiego speedwaya powinien choćby lekko ciążyć na sumieniu. W rozliczeniowych tekstach rozumiem nutkę sentymentu za czasami młodości, kiedy wszystko było piękne i cudowne, ale jak mawiają Czesi "to se ne wrati". Trzeba, z szacunkiem spoglądając na przeszłość, patrzeć w przyszłość. Inaczej się po prostu nie da, choć pogodzić, to zadowalając wszystkich nie sposób. Ale warto próbować.

Podziel się

  • 27 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Dołącz do nas na Facebooku